Wolne Forum Gdańsk Strona Główna Wolne Forum Gdańsk
Forum miłośników Gdańska i Pomorza

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Czerwone Gitary i trójmiejski Big - Bit
Autor Wiadomość
Tangens 


Pomógł: 6 razy
Wiek: 63
Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1639
Skąd: Gdańsk/Świnoujście
Wysłany: 2009-02-08, 03:20   

feyg napisał/a:
Jagst napisał/a:
Tangens napisał/a:
A o ile młodszy od Ciebie jest Feyg to nie wiem, wszak ukryłeś swój wiek

Ach zapomniałem, rzeczywiście. Zostałem wydany prawie pół roku przed wydaniem White Albumu Beatlesów.

A ja trzy dni przed śmiercią Janis Joplin ;-)
A ja równo z samym sobą. W rocznicę zburzenia Bastylii, dzień przed bitwą pod Grunwaldem. Dzień przed urodzeniem Joe Satriani, jedneaście dni przed zatonięciem Andrea Doria.
 
 
 
Henio 
Aspirant BeHaPe


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 167
Skąd: Nowy Port
Ostrzeżeń:
 4/3/4
Wysłany: 2009-02-08, 08:06   

Tangens napisał/a:
A ja równo z samym sobą....,....... dzień przed bitwą pod Grunwaldem.

Ładny wiek. Wtedy to hitem były : Bogurodzica i jakieś tam Tamdaradej, :szczena:
A długi czas na liście przebojów utrzymywała się piosenka : Gdybym to ja miała skrzydełka jak gąska. :hihi:
 
 
Piotr A. 


Pomógł: 2 razy
Wiek: 68
Dołączył: 23 Paź 2008
Posty: 210
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2009-02-08, 14:43   Moje 3 grosze o Czerwonych Gitarach

Po pierwsze, zamieszczona reprodukcja okładki to opakowanie płyty długogrającej. W prawym górnym rogu jest biały owal, a w nim literki XL i SXL. Po tym poznawano czy płyta została wydana w wersji mono (XL) czy stereofonicznej (SXL). Prawdę powiedziawszy mało kto w tamtych latach miał sprzęt stereo. Byłem w dobrej sytuacji mój ojciec pływał - dzięki temu miałem gramofon Dual. Wtedy to była marka. Co do fenomenu Cz. G. to myślę, że trafili na rynek we właściwym momencie. Starałem się być na wszystkie ich koncertach - między innymi w nieistniejącej już od wielu lat sali widowiskowej Stoczni Gdańskiej - wejście od Wałowej (chyba). Byli swego rodzaju ikoną tamtych lat. Nie Polanie i Guzek, nie Niebiesko czy Czerwono Czarni (też bywałem na ich występach), ani nawet Skaldowie - grali głównie w NonStopie. Wtedy to po raz pierwszy w życiu zobaczyłem swojego sąsiada po wpływem narkotyków. Widoczek zniechęcił mnie do tych zabawek do dnia dzisiejszego. Łatwo nam dzisiaj po latach oceniać zespoły z przed bez mała pół wieku, ale równie duży sentyment czuję do następcy Czerwonych Gitar - zespołu Trzy Korony. Próby zespołu odbywały się po sąsiedzku - w willi na Wita Stwosza w Oliwie. Obsiadaliśmy tam schody słuchając genialnej (dla nas) muzyki. Potem Klenczon wyjechał do USA gdzie zginął. Przed śmiercią nagrał za własne pieniądze płytę. Dostałem ją od Jego szwagra, ale skradziono mi ją w stanie wojennym. Pamiętam że był tam utwór "Work, work, work". To aluzja do ciężkiej pracy jaką w Stanach wykonywał.
Wracając do okładki płyty, to myślę, mój Przedmówca pomylił ją z okładką
"czwórki": EP N 0490 Muza 05.1967 „Czerwone Gitary śpiewają kolędy”

Strona A Strona B
1. Dzień jeden w roku 2. Mości gospodarzu
3. Dzisiaj w Betlejem 4. Mizerna cicha.
 
 
Tangens 


Pomógł: 6 razy
Wiek: 63
Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1639
Skąd: Gdańsk/Świnoujście
Wysłany: 2009-02-08, 19:51   

Od Wałowej? To mówisz chyba o starej hali widowiskowej, nie tej co spłonęła w 1994 roku? Rzeczywiście, tam przy Wałowej też coś było, byłem raz matką na jakiejś uroczystości WPKGG. Na koncercie CzG bywałem jednak tylko w tej hali z wejściem od Marynarki Polskiej.
Co do okładki to na 100% jest ona od longplaya, na ten temat pisąłem już nieco wcześniej. Zresztą za czwórki chyba nawet nie dawano Złotych Płyt?
P.S. Czy ktoś pamięta, czy płyta, której okładkę zamieścił Feyg była pierwszą Złotą Płytą w Polsce? Bo jakoś tak niemal równocześnie ktoś też otrzymał to trofeum, bodajże Czesław Niemen, tylko nie pamiętam za którą płytę: Dziwny jest ten świat, czy Sukces?
 
 
 
Piotr A. 


Pomógł: 2 razy
Wiek: 68
Dołączył: 23 Paź 2008
Posty: 210
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2009-02-08, 20:00   

Zgadza się. Od Wałowej. Tą halę rozebrano (jeżeli mnie pamięć nie myli) na początku lat 70-tych. Tłumaczono to złym stanem technicznym i zagrożeniem pożarowym.
Pierwszą złotą płytę otrzymał Czasław Niemen za „Dziwny jest ten świat” 20 grudnia 1968. Album sprzedano w ilości ponad 160 tysięcy egzemplarzy. To wszystko co udało mi się wygrzebać. Szczerze powiedziawszy nie lubiłem "Dziwnego świata". Natomiast bardzo podobał mi się "Sukces".
 
 
Tangens 


Pomógł: 6 razy
Wiek: 63
Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1639
Skąd: Gdańsk/Świnoujście
Wysłany: 2009-02-08, 21:25   

Piotr A. napisał/a:
Szczerze powiedziawszy nie lubiłem "Dziwnego świata". Natomiast bardzo podobał mi się "Sukces".
Ja podobnie. Może dlatego, że Sukces miałem swój więc bardziej się osłuchał. Takich utworów jak Płonąca stodoła, Klęcząc przez tobą, Alilah, Włóczęga czy Spiżowy krzyk z przyjemnością słucham do dziś. Natomiast z tej pierwszej poza utworem tytułowym nie mogę sobie przypomnieć niczego.
Ale fakt posiadania i osłuchania nie jest zasadą. W przypadku Czerwonych Gitar było odwrotnie, najbardziej lubiłem płytę nr 2 (tę której okładkę dał Feyg), znacznie mniej 3 którą miałem w swych zbiorach. Może za bardzo chcieli, aby składała się prawie wyłącznie z utworów nowych, z których większość nie stała się potem przebojeami. Natomiast wiele naprawdę fajnych piosenek zostało pominiętych na płytach długogrających, stąd LP-3 mnie trochę rozczarował.
 
 
 
Jagst 
Automobilista

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 24 Cze 2008
Posty: 437
Skąd: Westpreussen
Wysłany: 2009-02-09, 08:39   

Tangens napisał/a:
(...) Sukces miałem swój więc bardziej się osłuchał. Takich utworów jak Płonąca stodoła, Klęcząc przez tobą, Alilah, Włóczęga czy Spiżowy krzyk z przyjemnością słucham do dziś. Natomiast z tej pierwszej poza utworem tytułowym nie mogę sobie przypomnieć niczego.

Wspomnij "Wspomnienie" i pamiętaj ten dzień... ;-)

Może ten wątek powinien mieć tytuł ogólnogdańskomuzyczny...
_________________
Pojęcia "nasz", "nasze", "my", "oni" itp... w rozmowach o historii i polityce są bardzo względne.

KTO POWIEDZIAŁ KASJER-DUPA???
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6869
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-02-12, 17:19   Czesława Niemena gdański epizod

Czesława Niemena gdański epizod

„Czy mnie jeszcze pamiętasz? Czesława Niemena gdański epizod”, to tytuł filmu dokumentalnego opowiadającego o pierwszych latach kariery tego wybitnego artysty. Film będzie można dziś i jutro na antenie telewizji TV POLONIA.
Film Tomasza Radziemskiego "Czesława Niemena gdański epizod" to wartka, wypełniona wspomnieniami i anegdotami opowieść o pierwszych latach pobytu artysty - posługującego się jeszcze wówczas swoim prawdziwym nazwiskiem: Czesław Wydrzycki - w Polsce, po repatriacji zza wschodniej granicy.

Autorowi udało się namówić na zwierzenia kilka osób, które w tamtym czasie - na przełomie lat 50. i 60. były najbliżej młodego artysty: kolegów z zespołu Niebiesko-Czarni, współlokatorów, kuzyna. Z ich wspomnień wyłania się bardzo pogodny i barwny obraz człowieka, który w bardzo krótkim czasie z nieco zagubionego i nieśmiałego młodzieńca stał się wielką gwiazdą, idolem - dosłownie - milionów słuchaczy w Polsce i poza jej granicami. Bardzo dobrym pomysłem realizatorskim było ograniczenie ram czasowych tej opowieści do lat spędzonych przez Niemena w Trójmieście - film kończy się opowieścią o wyjeździe Niemena do Warszawy, ilustrowaną ujęciami z jednego z jego późnych koncertów, gdy był już wielką gwiazdą polskiej sceny muzycznej.


Film, zrealizowany przez Video Studio Gdańsk przy współudziale Miasta Gdańska, będzie można zobaczyć na antenie TV POLONIA dwukrotnie: 12 lutego o godz. 22.35, a także 13 lutego o godz. 14.35.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
feyg 


Pomógł: 50 razy
Wiek: 49
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 4789
Skąd: Gdynia Mały Kack
Wysłany: 2009-03-22, 22:18   

Na początku był "Rythm and Blues"
Cytat:
Mniejsza o akt zapłodnienia, zobaczmy, co wyszło z tej ciąży - mówi Franciszek Walicki na okoliczność 50 rocznicy powstania pierwszego rock'n'rollowego zespołu w Polsce.

Było chłodne marcowe popołudnie, sala Rudego Kota w Gdańsku nabita do granic możliwości. Na scenie pięciu chłopaków z zespołu Marynarki Wojennej, wciąż mających niewielkie pojęcie o rock'n'rollu. Między nimi ja, zapowiadający ten koncert. Niech pan napisze tak: Ten dzień zmienił moje życie. Byłem dziennikarzem gazety partyjnej, zajmowałem się sprawami kultury i młodzieży. I od tej chwili wszystko, co mnie dotąd otaczało, przestało mnie interesować, jakby nagle fiknęło kozła. Tak właśnie 24 marca 1959 roku, a więc niemal równo pół wieku temu, powstał zespół Rythm and Blues. A wraz z nim w Polsce rozpoczęła się era rocka.

Ojciec chrzestny polskiego rocka ma dziś 89 lat i prawie nie opuszcza swojego mieszkania w centrum Gdyni. Jeszcze do niedawna wiceprezydentowi Sopotu Wojciechowi Fułkowi udawało się od czasu do czasu wyciągnąć go na mecze koszykarzy Prokomu Trefla (Walicki w młodości sam uprawiał tę dyscyplinę), ale teraz niechętnie rusza się z domu. Przez okno saloniku, w którym mnie przyjmuje, widać dach domu handlowego Batory. Gospodarz pokazuje stos leków na półce.
- Codziennie muszę łykać po 20 pastylek, żeby jeszcze jakoś się ruszać - mówi.
::: Reklama :::

Wychowany na Foggu

O swoim długim i barwnym życiu napisał książkę "Szukaj, burz, buduj". A jest o czym pisać - nie tylko ze względu na rozpoczętą przed, bagatela, półwiekiem rockową przygodę mojego rozmówcy. Urodzony w Wilnie, absolwent eksperymentalnej prywatnej szkoły ogólnokształcącej w Rydzynie, zwanej polskim Eton, przed wojną zdążył jeszcze zdać egzamin do Wyższej Szkoły Morskiej i odbyć rejs szkoleniowy na Karaiby na "Darze Pomorza". Wśród jego opiekunów był m.in. kpt. Karol Olgierd Borchardt oraz lekarz, podróżnik i religioznawca, dr Wacław Korabiewicz. Pierwsze lata wojny Walicki spędził we wcielonym do sowieckiej Litwy Wilnie. W tym czasie ożenił się po raz pierwszy, a ponieważ jego żona była Żydówką, więc po wkroczeniu nazistów w myśl ustaw norymberskich, uznany został także za Żyda. Ukrywał się na Podhalu. Ujęty z fałszywymi papierami, trafił do obozu. Po wojnie, wcielony do Marynarki Wojennej, redagował "Przegląd Morski". Jego mentorem był komandor Stanisław Mieszkowski, obrońca Wybrzeża z 1939 r., w 1950 r. aresztowany z grupą oficerów pod fałszywym zarzutem szpiegostwa, w 1952 r. skazany na śmierć i stracony. Sprawie tego procesu Walicki, po upadku stalinizmu, poświęci artykuł "Miecz i prawo".

Po wyjściu z wojska Walicki związał się z "Głosem Wybrzeża", gdzie m.in. kierował działem kultury, a także redagował sobotnio-niedzielne wydanie magazynowe. Kiedy w sierpniu 1956 r. zorganizowano w Sopocie pierwszy ogólnopolski festiwal jazzowy, Walicki znalazł się w honorowym komitecie organizacyjnym.
- Ja należę do pokolenia wychowanego na "Tangu Milonga", "Ostatniej niedzieli", Mieczysławie Foggu, czy z wykonawców zagranicznych, powiedzmy Marlenie Dietrich - tłumaczy. - Jazzem zainteresował mnie Leopold Tyrmand, z którym zaprzyjaźniliśmy się jeszcze w Wilnie, w 1939 r.

Jak jednak podkreśla, bardziej od samej muzyki interesowała go otoczka towarzysząca tej, już nie zakazanej, ale wciąż podejrzliwie przyjmowanej przez władze muzyce. Określający siebie samego jako człowieka o lewicowych poglądach, nie mógł się pogodzić z konserwatyzmem działaczy partyjnych, potępiających jazz. Przecież on zrodził się z bólu, poniżenia i protestu ludzi ubogich i wyzyskiwanych! - przekonywał. A oni na to, że Walickiego trzeba usunąć z redakcji partyjnego dziennika, bo ma fałszywy pogląd nie tylko na jazz, a także... stroje dziewcząt na festiwalu.

Przekraczamy granicę

Na kolejnym festiwalu wśród zagranicznych gości pojawił się wokalista Bill Ramsey, który zaśpiewał wiązankę utworów rock'n'rollowych, doprowadzając do ekstazy wielotysięczną publiczność na stadionie gdańskiej Lechii.
- Nagle jazz wydał mi się mdłą papką - wspomina Walicki. - Zrozumiałem, że odtąd chcę się zajmować właśnie tym. Zresztą Tyrmand, do dziś uchodzący za guru polskiego jazzu, przeszedł podobną ewolucję. Pamiętam, jak kiedyś przyszedł do mnie z pierwszą płytą Rolling Stonesów i powiedział: posłuchaj tego, przy tym jazz jest nudny.

Walicki skrupulatnie gromadził wszelkie dostępne materiały dotyczące rock and rolla: nagrania, informacje, zdjęcia. Co dwa tygodnie prowadził na ten temat pogadanki w klubie Rudy Kot. Stary magnetofon i zużyty epidiaskop pozwalały na audio-wizualne dopełnienie prelekcji. Tam wypatrzyła go grupa młodych muzyków z zespołu rozrywkowego Marynarki Wojennej.
- Chcemy grać rock and rolla - zameldowali redaktorowi.
- Świetnie - ucieszył się.

I tak, równo pół wieku temu, powstał zespół Rythm and Blues.
Zagadnięty o ich pierwszy koncert, 24 marca 1959 r., Franciszek Walicki początkowo próbuje wymigać się od odpowiedzi.
- Wolałbym nie mówić o samym akcie zapłodnienia, ale o tym, co potem z tej ciąży wyszło, o tym wszystkim, co działo się na przestrzeni tych 50 lat, które potem nastąpiły.

Ostatecznie jednak ulega.
- Było chłodne marcowe popołudnie, sala Rudego Kota nabita do granic możliwości, na scenie tych pięciu chłopaków z zespołu Marynarki Wojennej, wciąż mających niewielkie pojęcie o rock'n'rollu i między nimi ja, zapowiadający ten koncert. Niech pan napisze tak: Ten dzień zmienił moje życie.

Byłem dziennikarzem gazety partyjnej, zajmowałem się sprawami kultury i młodzieży. I od tej chwili wszystko, co mnie dotąd otaczało, przestało mnie interesować, jakby nagle fiknęło kozła.
- Czy zdawaliście sobie sprawę, że zmieniacie oblicze polskiej muzyki rozrywkowej?
- Wtedy jeszcze nie. Dopiero jak się zaczął nasz objazd Polski, koncerty w największych halach sportowych: Łodzi, Warszawy, Wrocławia, Poznania. Tam poczułem siłę tego zjawiska, to że przekraczamy jakąś granicę.

Podobne wrażenie musiał odnieść towarzysz Edward Gierek, wówczas sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach. Następnego dnia po koncercie Rythm and Bluesa w tym mieście Walicki i kierownik organizacyjny trasy zostali wezwani do niego na dywanik i dowiedzieli się, że Śląska młodzież nie potrzebuje takiej zdegenerowanej muzyki i że był to ich ostatni koncert. Faktycznie, nagle drzwi sal koncertowych zaczęły się przed nimi zamykać i - po ledwie sześciu miesiącach istnienia, mając na koncie 37 występów i nie pozostawiwszy po sobie ani jednego nagrania, pierwszy polski zespół rock'n'rollowy przeszedł do historii.

Sprzeciw napędza i dodaje sił

Widzimisię sekretarzy partyjnych, decydujących czego chce, a czego nie chce polska młodzież to nie jedyny absurd, z jakim zmagał się ówczesny polski show-biznes. Czerwono-Czarnym, kolejnemu zespołowi wypromowanemu przez Walickiego, wymówiono angaż w warszawskiej kawiarni Kongresowa, gdzie przygrywali do tańca, z powodu... zbyt dużej frekwencji. W "uspołecznionej" gastronomii dużo klientów - oznaczało więcej pracy, czyli było nieopłacalne. Nieżyciowe były tzw. stawki dla muzyków, ustalone administracyjnie i wypłacane "sztywno", niezależnie od liczby sprzedanych biletów.
- W redakcji "Głosu" podejrzewano mnie, że robię niezłe interesy na tym całym rock'n'rollu - wspomina Walicki. - Tymczasem ówczesny taryfikator Ministerstwa Kultury w ogóle nie przewidywał takiej roli jak menedżer czy impresario, więc ja, za te wszystkie koncerty, dostawałem na początku takie same stawki, jak byle osiłek ustawiający aparaturę na scenie.

Co zatem pchało statecznego redaktora ku młodocianym "szarpidrutom"?
- Interesowała mnie nie tyle sama muzyka, która, szczególnie we wczesnych latach 60., była bardzo prosta, ale podłoże tego wszystkiego. To, jak rock działa na młodzież, a także to, że u niektórych budziło to taki sprzeciw. Kto wie, czy głównym motorem sprawczym mojego zaangażowania nie był właśnie ten opór władz?

Sposobem na przełamanie, a raczej obejście tego oporu, który zniszczył Rythm and Bluesa, była zmiana nazwy grupy na Czerwono-Czarni, a kiedy to nie wystarczyło, także zmiana jego składu. O tym zespole, który szybko zrezygnował z jego usług menedżerskich, Walicki mówi jednak z pewną dezaprobatą, jako wykonawcy odpłynął w stronę muzyki pop, podobnie jak Czerwone Gitary.
- Ja byłem zdecydowanym rock'n'rollowcem - deklaruje. - Rock to muzyka balansująca między kiczem a sztuką, prostą czynnością rozbawienia, zabawy, a niewymuszoną potrzebą powiedzenia czegoś ważnego dla wykonawcy i dla odbiorcy. Zmuszenia do pewnego intelektualnego wysiłku.

Jest za to dumny ze swoich kolejnych podopiecznych: Niebiesko-Czarnych, kierowanych przez gitarzystę Janusza Popławskiego, z całą plejadą solistów, wśród których był m.in. Niemen, Korda, Rusowicz, Majdaniec i Klenczon, potem Break Out i wreszcie SBB. Szczególnie komplementuje lidera tej ostatniej grupy.
- Niemen uważany jest za postać numer jeden w dziejach polskiego rocka. Mnie się wydaje, że Józef Skrzek to postać przynajmniej równorzędna.

Franciszek Walicki został więc "Ojcem Chrzestnym" polskiego rocka. Przez dwie następne dekady kompletował składy zespołów, wymyślał im nazwy (np. Czerwone Gitary; choć pod tym względem bardziej zasłużyła się pani Walicka, która zasugerowała Czesławowi Wydrzyckiemu zmianę nazwiska na Niemen), pisał teksty pod pseudonimem Jacek Grań, pomagał wybierać repertuar, a nawet muzyczny styl (z bigbitowego Black Out, zrobił hard rockowy Break Out, a pod koniec lat 70. "na nowo wymyślił" Urszulę Sipińską jako wokalistkę country), organizował zagraniczne wyjazdy. Był także inicjatorem powstania sopockiego Non Stopu, pierwszej w Polsce dyskoteki - Musicorama i poświęconej rockowi gazety, pod tym samym tytułem.

Tylko bębny i bas

Walicki w momencie, gdy zajął się promowaniem rocka, miał około czterdziestki. Jego podopieczni byli mniej więcej o połowę młodsi. Rock'n'roll, wiadomo, idzie w parze, a raczej w trójcy z używkami i seksem. Czy musiał też pełnić rolę wychowawcy?

Walicki unika odpowiedzi wprost.
- Miałem to szczęście, że pracowałem niemal wyłącznie z muzykami naprawdę zdyscyplinowanymi i odpowiedzialnymi. Artystami, którzy byli ulepieni ze szczególnego gatunku gliny, takiego który pod wpływem czasu, a niekiedy i ludzkiej zawiści, nie zamieniał się w piasek, ale w granit.
Pewnym paradoksem jest to, że starszy o pokolenie Walicki przeżył tak wielu z nich. Kiedy dochodzimy do tego tematu, gospodarz wyjmuje kartkę, na której przygotował sobie zawczasu odpowiedni tekst:
- Zegarmistrz światła purpurowy zajrzał do jurajskiego parku polskiego rocka i wybrał najlepszych: Bogusława Wyrobka, Krzysztofa Klenczona, Wojtka Skowrońskiego, Przemka Gwoździowskiego, Zbyszka Podgajnego, Adę Rusowicz, Helenę Majdaniec, Janusza Popławskiego, Mirę Kubasińską, Tadeusza Nalepę, Ryszarda Riedela, Grzegorza Ciechowskiego i tego, którego ceniliśmy najbardziej - Czesława Niemena. Im właśnie powinien być poświęcony ten rocznicowy artykuł.

Wymienia też tych, z którymi bezpośrednio nie pracował, którzy przyszli później, a których niezmiernie ceni: Perfect z Hołdysem i ich tekściarz, Bogdan Olewicz, Lech Janerka, Ryszard Riedel z Dżemem, Kazik Staszewski i Kult.
- Od jakiegoś czasu żyłem w przekonaniu, że rock wchodzi w jesień życia, traci ten rozpęd, który kiedyś miał. Odchodzi, jak odszedł barok, romantyzm. Wymiera jak miś panda, i jeszcze tylko kilka tych pięknych misiów się szwenda po świecie. Hołdys kilka lat temu powiedział w jakimś wywiadzie, że gitara elektryczna wkrótce odejdzie w niepamięć, zostanie sam rytm, bębny i bas, i my będziemy to uwielbiać. No i doczekałem tych czasów. Młodzież uwielbia właśnie taką muzykę.
- A gdyby pojawił się tu jakiś młody, zdolny, prosząc pana o radę, co by pan mu powiedział?
- Prawdopodobnie bym mu tym mocno zaszkodził, ale doradziłbym, żeby wrócił do brzmienia lat 50. i tamtych piosenek.
- To chyba Amy Winehouse już tu była jakiś czas temu, bo jej sukces oparty jest właśnie o tę receptę.

W odpowiedzi Franciszek Walicki uśmiecha się i wykonuje nieokreślony ruch głową, jakby chciał powiedzieć: a nie mówiłem? "Ojciec Chrzestny", z dziewiątym krzyżykiem na karku, wciąż trzyma rękę na pulsie rocka.
Dariusz Szreter - POLSKA Dziennik Bałtycki


Walicki.jpg
Fot. Maciej Kosycarz/KFP
Plik ściągnięto 14177 raz(y) 16,76 KB

_________________
Kto głośny jak dzwon, ten pusty jak on...
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6869
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-03-24, 00:15   

Z komunikatu prasowego:

50 lat polskiego rock and roll’a


Historia polskiego rock and roll’a rozpoczęła się dokładnie 50 lat temu w Gdańsku. 24 marca 1959 roku w klubie „Rudy Kot” swój koncert zagrała formacja Rythm & Blues. Debiutancki występ grupy poprzedziły sensacyjne zapowiedzi na łamach gdańskich dzienników.


Grupa Rythm & Blues powstała w lutym 1959 roku z inicjatywy Franciszka Walickiego, zwanego przez swoich licznych fanów „polskim Presleyem”. Wykorzystał on rock'n'rollowe zainteresowania grona młodych muzyków z big bandu Marynarki Wojennej, którym przewodził gitarzysta Leszek Bogdanowicz. Część z nich, łącznie z samym Bogdanowiczem, próbowała wcześniej swoich sił w jazzie.


Koncert w „Rudym Kocie” okazał sie prawdziwą sensacją sensacja dla publiczności. Muzycy zagrali piosenki z repertuaru Billa Haleya, Elvisa Presleya, "Littte" Richarda i Tommy'ego Steele'a; Rock Around The Clock posłużył za otwarcie. Rythm & Blues został zmuszony do wielokrotnych bisów, a już następnego dnia w prasie pojawiły się entuzjastyczne recenzje imprezy.


Był to właściwie pierwszy tego rodzaju koncert w wykonaniu polskich muzyków, w którym rock'n'roll starano sie utrzymać w jego najczystszym brzmieniu - pisał po koncercie recenzent "Wieczoru Wybrzeża".


Dokładnie w 50 rocznicę koncertu – w klubie „Rudy Kot”, przy ul. Garncarskiej 18/20, odbędzie się spotkanie z bohaterami tamtych wydarzeń. W klubie pojawią się Franciszek Walicki, Wojciech Korzeniewski i inni weterani rocka. Oficjalnie zaprezentowana zostanie również tablica pamiątkowa w kształcie gitary elektrycznej, która wmurowana zostanie w ścianę „Rudego Kota” 24 czerwca 2009 roku, czyli w dniu jego ponownego otwarcia.


Obecny na uroczystym spotkaniu Paweł Adamowicz wręczy Franciszkowi Walickiemu Nagrodę Prezydenta Miasta Gdańska za wybitne osiągnięcia i zasługi w dziedzinie kultury w wysokości 5 tys. zł. Założyciel pierwszego polskiego zespołu rockowego zostanie także uhonorowany Medalem Prezydenta Miasta.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
feyg 


Pomógł: 50 razy
Wiek: 49
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 4789
Skąd: Gdynia Mały Kack
Wysłany: 2009-03-24, 21:50   

Głównego bohatera zabrakło a i aura była typowo zimowa, ale humory dopisały. Niech żyje Rock'n'Roll!!!

Rudy Kot.jpg
Plik ściągnięto 14088 raz(y) 104,12 KB

Rudy Kot szczudlarz.jpg
Plik ściągnięto 14088 raz(y) 78,88 KB

Rudy Kot auto.jpg
Plik ściągnięto 14088 raz(y) 72,17 KB

_________________
Kto głośny jak dzwon, ten pusty jak on...
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6869
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-03-31, 20:29   

Przy okazji Rudego Kota ...
lata 80 w klubie

_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
Zdzislaw 
Foregreen


Wiek: 64
Dołączył: 28 Sie 2008
Posty: 51
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2009-04-14, 22:06   

Piotr A. napisał/a:
……. Starałem się być na wszystkie ich koncertach - między innymi w nieistniejącej już od wielu lat sali widowiskowej Stoczni Gdańskiej - wejście od Wałowej (chyba). Byli swego rodzaju ikoną tamtych lat.


Tangens napisał/a:
Od Wałowej? To mówisz chyba o starej hali widowiskowej, nie tej co spłonęła w 1994 roku? Rzeczywiście, tam przy Wałowej też coś było, byłem raz matką na jakiejś uroczystości WPKGG.


Piotr A. napisał/a:
Zgadza się. Od Wałowej. Tą halę rozebrano (jeżeli mnie pamięć nie myli) na początku lat 70-tych. Tłumaczono to złym stanem technicznym i zagrożeniem pożarowym.


Dla wyjaśnienia, do opisanej przez kolegów Hali Widowiskowej wchodziło się poprzez Bramę nr 1 Stoczni Gdańskiej prowadząca z Ul. Lisia Grobla. W owej Hali widowiskowej mieściło się do pierwszej połowy lat 70 Kino "Panorama" i było to miejsce dość nietypowe, albowiem było to jedyne wejście do Stoczni bez przepustki,..... na seans filmowy. Kino zostało zamknięte, a przyczyną tego - niezależnie od rozbudowy hali prefabrykacji, był tragiczny wypadek jakiemu uległ jeden z widzów, przechodzący po seansie pod stojącymi na torze kolejowym (między kinem a bramą) wagonami.
_________________
Światełko w tunelu — to reflektory nadjeżdżającego pociągu.
 
 
Tangens 


Pomógł: 6 razy
Wiek: 63
Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1639
Skąd: Gdańsk/Świnoujście
Wysłany: 2009-04-15, 22:32   

A hala widowiskowa od Marynarki Polskiej, która spłonęła w 1994 roku? Ja tam właśnie chodziłem na koncerty. Istniały w jednym czasie dwie hale należące do Stoczni Gdańskiej? A gdzie odbywały się walki bokserskie Polonii/Stoczniowca?
_________________

 
 
 
feyg 


Pomógł: 50 razy
Wiek: 49
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 4789
Skąd: Gdynia Mały Kack
Wysłany: 2009-04-15, 22:50   

Tangens napisał/a:
A hala widowiskowa od Marynarki Polskiej, która spłonęła w 1994 roku? Ja tam właśnie chodziłem na koncerty. Istniały w jednym czasie dwie hale należące do Stoczni Gdańskiej? A gdzie odbywały się walki bokserskie Polonii/Stoczniowca?

W końcu lat 40-tych w Domu Kultury Robotniczej na Pohulance

601257120 Gdańsk mecz bokserski Pohulanka.jpg
Plik ściągnięto 13916 raz(y) 94,73 KB

_________________
Kto głośny jak dzwon, ten pusty jak on...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Partnerzy WFG

ibedeker.pl