Wolne Forum Gdańsk Strona Główna Wolne Forum Gdańsk
Forum miłośników Gdańska i Pomorza

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: fritzek
2009-08-09, 17:20
Ekshumacja masowego pochówku w Malborku
Autor Wiadomość
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6867
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-01-14, 18:27   

Audycja Radia Gdańsk :arrow: Tu i Teraz
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6867
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-01-16, 23:13   

Tym razem o sprawie :arrow: TVN24.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6867
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-01-21, 10:28   

Duży Format Gazety Wyborczej

Hotel Pod Czaszką

Cytat:
Masowy grób 2000 ofiar II wojny opróżniła koparka - pod okiem burmistrza, prokuratorów i archeologów. Próbowali to powstrzymać internauci. - A gdyby w ten sposób opróżniano mogiłę Polaków na Ukrainie, Białorusi, Rosji? - pytają

Czterogwiazdkowy hotel stanie sto metrów od zamku w Malborku. Burmistrz Andrzej Rychłowski marzy, aby zatrzymała się w nim jedna z piłkarskich reprezentacji, która na Euro 2012 zagra na Baltic Arenie w Gdańsku. Z Malborka do Gdańska autostradą A1 jedzie się teraz 40 minut. Więc dlaczego nie?

Pierwszą łopatę pod budowę hotelu robotnicy wbijają w październiku. Rozbierają resztki budynku, który tam stał.

- Zapamiętam dobrze ten dzień - 28 października. Właściwie prace już się zakończyły, ale kierownik budowy poprosił jeszcze brygadzistę o usunięcie kawałka fundamentu. No i wtedy wyszły te kości - opowiada burmistrz Malborka.

Szczątki 65 osób - dwa metry pod ziemią - kobiety, dzieci, niektórzy z dziurami w głowie po kulach. Prokurator Jarosław Kembłowski, który prowadzi śledztwo, nie jest zadowolony. Za chwilę ma awansować. Rozgrzebać więc sprawę czy odłożyć na półkę? To nie pierwsza taka mogiła w Malborku. Cywile - ofiary bomb, głodu, chorób, mrozu. Zastanawia się trzy dni. Podpisuje umorzenie, oddycha z ulgą.

Spokoju jednak nie będzie. Wszystko przez internet i deszcz.

Robin Hood walczy o kości

Dlaczego internet?

Kiedy pod koniec października robotnicy wyciągają z ziemi pierwsze szczątki, ktoś robi zdjęcia. Po kilku godzinach pojawiają się na forum miłośników historii Marienburg.pl.

Uczestnik forum kryjący się pod nickiem "Robin Hood" pisze: "Całą akcję obserwowali kolejno przybywający: straż miejska, policja, burmistrz i bliżej nie znane osoby odjeżdżające później wraz z policją. Pani gospodarz miasta dzielnie dyrygowała akcją koparki i aktywnie wydłubywała kości z ziemi. Przybyły dwa samochody z zakładów usług pogrzebowych. Szczątki gromadzono w workach foliowych. Ekipa z noszami przenosiła worki do samochodu. Zabrano co najmniej dwa worki. Widać było jedną ludzką czaszkę, tak więc na pewno były to zwłoki pochowane w całości. Musiałem lecieć dalej, ale wiem od znajomych mieszkających na Starym Mieście, że akcja skończyła się około godziny 13.30".

Waldemar Zduniak, prokurator rejonowy, obiecuje w "Gazecie Malborskiej", że biegły określi, z jakiego okresu pochodzą szczątki. Dzieje się jednak inaczej. Dwa dni po odkryciu burmistrz chowa szczątki na komunalnym cmentarzu, jest ksiądz i kilku urzędników. Następnego dnia prokuratura umarza śledztwo, mimo że wiadomo już było: część ofiar ma przestrzelone czaszki.

Skąd ta decyzja?

- Nie było poszlak, że śmierć tych osób nastąpiła w wyniku przestępstwa - tłumaczy prokurator Jarosław Kembłowski. - Chcieliśmy dać je do zbadania w zakładzie medycyny sądowej, ale na wyniki mieliśmy czekać kilka miesięcy, to zrezygnowaliśmy.

Prokurator nie chce się zastanawiać, czy ekshumacja przeprowadzona przez burmistrza była prawidłowa. - Śledztwo jest zamknięte - ucina.

Na Marienburg.pl wrze.

Koparka zamiast archeologa? Trzydniowe śledztwo? Pospieszny pogrzeb? Ludzie komentują, zadają pytania, krytykują władze za niedbałość. Pojawiają się kolejne zdjęcia.

- Od tej pory śledzimy każdy krok na budowie. Ludzie wrzucają zdjęcia na forum, uczestniczy w tym kilkadziesiąt osób - opowiada Jacek Kmieć, założyciel forum, prywatnie inżynier.

Po trzech tygodniach od umorzenia śledztwa w historii pojawia się deszcz.

16 listopada dwaj użytkownicy forum znajdują na budowie hotelu szczątki kolejnych kilku osób. Wypłukane przez deszcz. Fotografują je i tego samego dnia wrzucają zdjęcia na Marienburg.pl. Widać na nich, że szczątki ludzkie walają się w kilkunastu miejscach na placu budowy. Czaszki, piszczele. "Co Pan na to, Panie Rychłowski? Może w końcu prokurator pojawi się na miejscu i zajmie sprawą?" - zadaje pytanie jeden z forumowiczów.

Prokuratura dzień po odkryciu wszczyna na nowo śledztwo.

- Pojawiły się informacje w internecie, ktoś do nas zadzwonił. Postanowiliśmy się tym zająć, bo pojawiły się nowe szczątki - tłumaczy prokurator Kembłowski. - Wszystkie muszą przebadać medycy sądowi.


Burmistrz ogłasza kolejną ekshumację.

- Skłoniłem inwestora, by zapłacił za wydobycie kości. Zajmie się tym gminna spółka - chwali się mediom.

Robotnicy wydobywają z mogiły kolejne szkielety. Po kilkadziesiąt, sto dziennie. Do Nowego Roku wiadomo, że może ich być nawet 2 tys. Prokurator awansuje do ościennej prokuratury.

Ekshumuje ta sama koparka

Grzegorz Kus, 35-latek - to on 16 listopada zamieścił zdjęcia na Marienburg.pl.

- Dlaczego pan to zrobił? - pytam.

Grzegorz wyjmuje laptop. Na stronie www.polskaweb.eu artykuł "Malbork polskim Katyniem?". Autor publikacji sugeruje, że sprawcą śmierci mogli być polscy żołnierze zdobywający Malbork wraz z Rosjanami. Dziennik "Süddeutsche Zeitung" zaznacza, że nie ma świadków, jakoby w Malborku dokonywano na Niemcach egzekucji. Sugeruje jednak, że według ekspertów na tych terenach wiosną 1945 roku pod ochroną Armii Czerwonej grasowały polskie bandy i to one mogą być odpowiedzialne ze zbrodnie na Niemcach.

"Bild" odnalazł już świadka wydarzeń w Malborku w 1945 roku. 75-letni Gerhard Hinz wspomina, że widział, jak żołnierze ładowali Niemców na ciężarówki i wywozili w kierunku miasta.

- Głosy, że te ofiary to wynik egzekucji dokonanej przez Polaków, to chyba niezbyt dobra promocja dla naszego miasta - mówi Kus. - Ale można się też zastanowić, jak zareagowalibyśmy, gdyby w ten sposób opróżniano mogiłę Polaków na Ukrainie, Białorusi, Rosji. W każdym mieście w miejscu prac budowlanych prowadzonych na historycznym obszarze najpierw weszliby archeolodzy.

Na laptopie Grzegorza pojawiają się zdjęcia - resztki kości w skarpach wykopu najwyraźniej poucinane przez łyżkę koparki. Na innych koparka w środku wykopu.

- To tak ma wyglądać ekshumacja, główne prace "wykonuje" ta sama koparka! Ja w ogóle nie wiem, jak to nazwać - oburza się Kus.

Koparkę widział w wykopie Bernard Jesionowski, historyk z Muzeum Zamkowego w Malborku. - To nie jest ekshumacja. To jest wydobywanie kości. Przecież nawet nie mamy dowodu, że ktoś nie przywiózł tych zwłok z jakiegoś cmentarza - mówi.

Uważa jednak, że najprawdopodobniej w mogile spoczęli przedwojenni mieszkańcy Malborka.

- W grudniu 1944 roku władze miasta nakazały ewakuację cywilów, a miasto zamieniono w twierdzę. Z różnych źródeł wiemy, że część mieszkańców została - jakieś 2, może 4 tys. osób. Niemcy nie mogli się ich po wojnie doliczyć i to najprawdopodobniej są ci, którzy spoczęli w tej mogile. Kiedy ją stworzono? Pomiędzy końcem stycznia a 9 marca w mieście toczyły się walki. Ostatnie jednostki niemieckie same wycofały się z zamku i dopiero wtedy zajęli go Rosjanie. To najprawdopodobniej oni po zdobyciu zamku zabili tych ludzi. Nie mogliby tego zrobić przed 9 marca, bo miejsce pochówku było pod niemieckim ostrzałem.

- Czy możliwe, że Rosjanie ich rozstrzelali?

- Wydaje się mało prawdopodobne, że 2 tys. osób zginęło w wyniku działań wojennych, na skutek ran, chorób, głodu. Rosjanie mieli bardzo duży problem ze zdobyciem miasta. Półtora miesiąca je szturmowali. Może to była zem-sta? Na zamkowych murach w dwóch miejscach są ślady serii karabinów maszynowych w prostych rzędach na wysokości około półtora metra. To może tam ktoś organizował egzekucję - zastanawia się Jesionowski.

Burmistrz mówi, że w trakcie ekshumacji w mogile nie znaleziono śladów kul.

- Są ślady w czaszkach. A że nie znaleziono kul... Jak można to autorytatywnie stwierdzić, jeżeli szczątki wydobywa koparka? - pyta historyk.

Kości wciąż przybywa

Mróz zakonserwował ślady koparki. Na ścianach wykopu ciągle widać wystające poucinane jej łyżką piszczele. Po dwóch miesiącach ekshumacji robotnicy ciągle wyciągają z wykopu ludzkie szczątki. Stoimy w wykopie głębokim na dwa metry. Minus dziesięć. Koparki dzisiaj nie ma.


Sześcioosobowa ekipa robotników ubrana w nowe kombinezony, z nowymi szpadlami w rękach, nieporadnie wydłubuje szczątki ze zmarzniętej ziemi. Przy nas jeden z nich wyciąga z grudki ziemi fragment dziecięcej żuchwy. Ząbki nie zdołały jeszcze na niej wyrosnąć. Czaszki razem z piszczelami lądują w plastikowych wiaderkach, potem luzem przesypywane są do czarnych foliowych worków, stamtąd do blaszaka na komunalnym cmentarzu. Błyskają flesze fotoreporterów. Dziennikarzy jest więcej niż robotników. Od kilku dni Malbork przeżywa ich najazd - Polskie Radio, PAP, AFP, "Bild", Reuters.

Zbigniew Sawicki, archeolog z malborskiego Muzeum Zamkowego, zatrudniony przez inwestora, co kilka minut udziela wywiadu.

- Na początku, w listopadzie, wyciągaliśmy po 100-150 osób, dzisiaj po kilkanaście. Ktoś wcześniej musiał zauważyć te kości. Niech pan popatrzy. Tu w latach 80. ktoś kładł rury ciepłownicze. Na pewno nadział się na coś. Ale wtedy nikomu nie zależało, żeby coś takiego odkrywać. Ludzie się bali takich tajemnic. No wie pan... Jeżeli to zrobili Rosjanie... - konserwator ścisza głos.

- Gdzie się podziała koparka? Kilku robotników nie przerzuciłoby w takim tempie kilkuset ton ziemi. Dlaczego to idzie tak szybko? - pytam.

- Mechanicznie usuwamy tylko wierzchnią warstwę ziemi. Gdybyśmy chcieli robić to ręcznie, ktoś musiałby za to zapłacić. A zniszczenia? Przy tego rodzaju pracach to nie do uniknięcia.

- A może chodzi o to, by szybko zacząć budowę? Inwestor na stronie internetowej informuje, że musi zacząć prace pod koniec marca.

- To prawda. Może skończymy w tym terminie, ale i tak budowa nie ruszy, zanim prokurator nie zakończy śledztwa - przyznaje archeolog.

Prokurator koparki nie widział

Żeby zmieścić szczątki 2 tysięcy osób, burmistrz musiał dokupić blaszany garaż. Jeden, który już stał za budynkiem biurowym komunalnego cmentarza, nie wystarczył. Teraz kości leżą w dwóch blaszakach, spakowane w ponad stu plastikowych workach poukładanych jeden na drugim. Po kilkanaście osób na worek.

- Przedstawiciele niemieckiej organizacji zajmującej się grzebaniem Niemców, którzy zginęli na polskiej ziemi, stwierdzili, że takie warunki wystarczą - tłumaczy Piotr Szwedowski, sekretarz miasta, mocując się z kłódką.

- A koparkę widzieli?

- Koparka? Nie wiem, czy powinna tam być... Niech pan zapyta prokuratora, czy to jest prawidłowa ekshumacja. On tym wszystkim rządzi.

Prokurator Piotr Wojciechowski nie potrafi ukryć zdenerwowania. Zna sprawę od kilku dni. Przejął ją po awansowanym Kembłowskim.

- Polegam na tym, co mówi archeolog, a on twierdzi, że prace prowadzone są prawidłowo. Wszystkie szczątki są zbierane, to, co można zabezpieczyć, zabezpieczymy. Być może koparka była w wykopie tylko w tej części, która była już zbadana.

- Był pan na miejscu? Tam gołym okiem widać ślady jej działalności.

- Nie, jeszcze nie zdążyłem.

- To co pan wie?

- Że najprawdopodobniej to są szczątki ludności niemieckiej pochowane przez Rosjan. Ale to tylko hipotezy historyczne. Zamierzam wkrótce powołać biegłego patologa i archeologa. Zwróciłem się też o pomoc do IPN o przeprowadzenie badań historycznych.

Marian Kwapiński, pomorski wojewódzki konserwator zabytków, przygląda się sprawie z boku. Pytam, jak powinna się odbywać taka ekshumacja: - Obowiązkiem jest poszanowanie szczątków ludzkich. O to zadbać powinien inwestor. Prace muszą odbywać się pod kontrolą urzędników ochrony zabytków.

- Widziałam już niejedną ekshumację - opowiada Izabela Kwiecińska, redaktor "Odkrywcy", pisma dla fanów przeszłości. - Koparka? Owszem, ale tylko, żeby zdjąć wierzchnią warstwę ziemi, a potem każde ciało, jedno po drugim. Powolutku. No ale jak to zrobić zimą, w zmarzniętej ziemi? Prokurator powinien wstrzymać prace. Wystarczy jeden telefon.


Właściciele przyszłego hotelu z giełdowej spółki Europejski Fundusz Hipoteczny milczą. Od kilku dni nie odbierają telefonu.

Burmistrz zaskakuje wszystkich!

Awantura z internautami i dziennikarze - to nadszarpnęło nerwy burmistrza. Chce spotkać się w sądzie z użytkownikami Marienburg.pl. Złożył na nich zawiadomienie w prokuraturze.

- Wygrzebywanie ludzkich szczątków i pokazywanie ich na zdjęciach to bezczeszczenie. Jakiś niepotrzebny happening - mówi. - Chcę przestrzec, że będąc odpowiedzialnym, nie można pisać wszystkiego o wszystkich.

Lokalna prasa też go nie wsparła. Założył więc własną gazetę. Jeszcze w grudniu ukazał się pierwszy numer "Nowego Malborka.pl". O odkryciu mogiły i ekshumacji ani słowa.


Sławomir Sowula
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6867
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-01-21, 21:30   

Masowe groby mogą być też w Gdańsku i Gdyni?

na stronie do odsłuchania również rozmowa TOK FM

Cytat:
- W Gdańsku i Gdyni mogą znajdować się masowe groby z czasów II wojny światowej podobne do tego jakie znaleziono w Malborku, gdzie od trzech miesięcy trwa ekshumacja 1800 osób - uważa prokurator Maciej Schultz z IPN.

- Nie możemy tego wykluczyć. Mogą znajdować się w bardzo zaskakujących miejscach. Często nie da się tego sprawdzić, bo na tych miejscach mogą znajdować się już budynki, które trzeba by zburzyć - powiedział prok. Schultz w rozmowie z reporterem radia TOKFM . Jego zdaniem jest to tym bardziej możliwe, że w Gdańsku czy Gdyni toczyły się większe walki niż w Malborku.

Niemcy zacierali ślady

Zdaniem IPN pod koniec wojny, lub zaraz po jej zakończeniu, nie ewidencjonowano i nie dokumentowano pochówku zwłok. - Niemcy pod koniec wojny rozkopywali mogiły, palili zwłoki, miażdżyli czy też mielili kości i zostawały tylko prochy. Gdy badano miejsca straceń na terenie Pomorza nie znajdowano tam zwłok - mówi prok. Schultz. Jego zdaniem były tylko wyjątki, gdzie Niemcy tego nie zrobili, tak jak w przypadku mordu w Piaśnicy. - Tak też mogło być w Malborku. Przyczyną mógł być pośpiech - mówi Schultz.

Rosjanie jedynie ograbiali

Wskazanie Niemców jako sprawców pochówku w Malborku potwierdzałby fakt, że przy zakopanych nie znaleziono żadnych śladów - biżuterii, ubrań, przedmiotów osobistych. Niemiecka prasa próbuje jednak znaleźć winnych po stronie rosyjskiej, a nawet polskiej. - Rosjanie nie bawili się w takie zacieranie śladów, owszem zabierali kosztowne rzeczy, ale przykład Katynia wskazuje, że nie rozbierali swych ofiar. Z kolei administracja polska przejmowała tereny w Malborku wiele miesięcy po Rosjanach - tłumaczy Schultz.

Polacy grzebali, bo bali się epidemii

Zdarzało się tak, że to Polacy grzebali wiele ciał na terenach przez siebie przejmowanych. Dotyczy to miejsc na Pomorzu Gdańskim, gdzie przed i w czasie wojny mieszkali Polacy. Polska administracja tworzyła się tam często samorzutnie, zaraz po wycofaniu się Niemców. - Ludzie zastawali spore ilości porzuconych, gnijących ciał, które trzeba było szybko pochować, by uniknąć epidemii. Szalał wtedy tyfus - tłumacz Schultz. Jego zdaniem dziesiątki, czy setki ciał na terenie Gdańska, czy Gdyni wrzucano do rowów, lejów po bombach, czy wykopów i szybko zakopywano. Nie dotyczy to jednak Malborka i okolic, w których Rosjanie przebywali przez wiele miesięcy.

IPN jednak zbada sprawę

Choć póki co nie ma wyraźnych śladów, że w Malborku dokonano zbrodni, to jak twierdzi Schultz: - Podstawowym zadaniem IPN jest ściganie zbrodni przeciwko narodowi polskiemu, ale możemy też zajmować się zbrodniami przeciwko ludzkości i wojennymi. I tak może być w tym przypadku. Decyzję podejmiemy, kiedy znane będą wyniki pracy biegłych - dodaje.

Prokurator zapowiada również, że działania instytutu skupią się na poszukiwaniu świadków zdarzenia, kwerendzie niemieckich publikacji na temat Malborka z tamtego okresu, a także niemieckich i polskich archiwów, a jeśli będzie to możliwe, także rosyjskich.
(...)
Robert Kowalik, Gazeta.pl; Łukasz Konarski, TOKFM
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
Henio 
Aspirant BeHaPe


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 167
Skąd: Nowy Port
Ostrzeżeń:
 4/3/4
Wysłany: 2009-01-21, 22:04   

Śledzę ten temat i ....... właśnie cały czas się zastanawiałem , czemu tylko kości , a nawet żadnego przysłowiowego guzika.
Fakt , że prace ekshumacyjne , delikatnie "pisząc "robili papracy i amatorzy bez żadnego szacunku dla zmarłych.
 
 
fritzek 
Oberkalarepa


Pomogła: 10 razy
Wiek: 43
Dołączyła: 07 Maj 2008
Posty: 3529
Skąd: Neufahrwasser b. Danzig
Wysłany: 2009-01-21, 22:13   

Więcej informacji znajdziesz na zaprzyjaźnionym forum www.marienburg.pl :arrow: http://www.marienburg.pl/...p?p=60514#60514
_________________
Rzaba żądzi!
Neufahrwasser...Neufahrwasser
 
 
 
Henio 
Aspirant BeHaPe


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 167
Skąd: Nowy Port
Ostrzeżeń:
 4/3/4
Wysłany: 2009-01-22, 16:48   

fritzek napisał/a:
Więcej informacji znajdziesz


No pewnie , że tam bywam , ale gościnnie. :-D
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6867
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-01-24, 21:55   

Nowe fakty w sprawie masowego grobu

Cytat:
"Wiadomości" TVP ujawniły, że część szczątków ludzkich została odkryta już w PRL-u. Władze miały zatuszować sprawę, żeby nie drażnić towarzyszy z Moskwy.

Ludzkie szczątki w Malborku miały zostać odkryte już na początku lat 80-tych, podczas remontu kanalizacji. Dowodem na to jest fakt, że w co najmniej dwóch miejscach instalacja leży na szczątkach ludzkich.

Polskie władze nie chciały zapewne drażnić Moskwy i sprawę wtedy zatuszowano. Wątek ten zbada gdański IPN, który zajmuje się sprawą. Jak na razie jednak prokuratura wojskowa w Rosji odmówiła pomocy polskim śledczym.

Fakt tuszowania odkrycia masowego grobu przez władze PRL-u może świadczyć o tym, że zbrodni dokonała Armia Czerwona. Mord nie przypomina jednak tego z Katynia, bo tylko w dwudziestu czaszkach są ślady po kulach.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6867
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-01-25, 16:48   

No koledzy z Malborka! Niepokoić generała? ;-)

Jaruzelski: Nie pamiętam sprawy mogiły z Malborka

Cytat:
IPN: To nadinterpretacja, że władze chciały zatuszować sprawę

- Ja nie pamiętam, podkreślam, nie pamiętam, ażeby w latach osiemdziesiątych ten temat się pojawił. Żebyśmy go w ogóle jakoś rozważali - powiedział Jaruzelski, który w latach 1981-1989 był I sekretarzem KC PZPR i do 1985 r. prezesem Rady Ministrów.
(...)

Naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Gdańsku, prokurator Maciej Schulz mówi, że "chęć ukrycia zbiorowej mogiły przez władze PRL w latach 80. jest tezą, której nic nie potwierdza, jest nadinterpretacją".

Schulz poinformował, że Prokuratura Rejonowa w Malborku sprawdzała ten wątek i "nie ma żadnych dowodów potwierdzających, że ktoś o istnieniu mogiły wiedział i chciał sprawę zatuszować".

Wiadomo natomiast, że podczas remontu kanalizacji w tym miejscu na początku lat 80. robotnicy natrafili na ludzkie szczątki. Dowodem na to jest fakt, że w co najmniej dwóch miejscach instalacja leży na szczątkach ludzkich. - Ale z tego co wiem, to najprawdopodobniej robotnicy tego faktu nikomu nie zgłosili, bo nie ma żadnych dowodów, że ktoś to zgłosił, a potem próbował ukryć - powiedział Schulz.

- Takie zgłoszenie o znalezieniu ludzkich szczątków spowodowałoby wstrzymanie prac i kłopoty z ukończeniem inwestycji - dodał prokurator.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
fritzek 
Oberkalarepa


Pomogła: 10 razy
Wiek: 43
Dołączyła: 07 Maj 2008
Posty: 3529
Skąd: Neufahrwasser b. Danzig
Wysłany: 2009-01-26, 14:32   

Gdzie nowy grób dla 2 tys. ofiar?
Cytat:

Malbork: Gdzie nowy grób dla 2 tys. ofiar?

Niemieckie władze oficjalnie zainteresowały się masową mogiłą 2 tys. mieszkańców Malborka, pochowanych obok tamtejszego zamku pod koniec II wojny światowej

Masowy grób odkryto jesienią ub. r. podczas prac przy budowie czterogwiazdkowego hotelu. Kto został tam pochowany? Prokuratura w Malborku przyznaje, że ma tylko hipotezy historyczne. Najbardziej prawdopodobna jest taka, że w mogile spoczęły szczątki cywilnych mieszkańców Malborka, pochowanych tam po tym, jak miasto w marcu 1945 roku zdobyły wojska radzieckie. Prokuratura nie wyklucza też, że były to ofiary mordu. Rozwikłaniem tajemnicy zajmie się gdański IPN, który zamierza przejąć śledztwo od prokuratury.

Wojewoda pomorski Roman Zaborowski spotkał się w piątek z konsulem Niemiec w Gdańsku Joachimem Bleicherem. - Konsul był bardzo zadowolony z dotychczasowej współpracy z władzami samorządowymi i rządowymi. Podkreślał, że trzeba na razie zachować ostrożność w wypowiadaniu się, kim były pochowane w masowym grobie ofiary, kiedy i jak zginęły - relacjonuje wojewoda.

Konsul rozmawiał też z wojewodą o ewentualnym miejscu pochowku ofiar, gdyby potwierdziło się, że byli to obywatele niemieccy. - Szczątki, po ich szczegółowym zbadaniu, mogą być pochowane na jednym z cmentarzy, którymi opiekuje się Fundacja Pamięć - powiedział konsul.

Fundacja to wspierana przez niemiecki rząd organizacja, zajmująca się opieką nad znajdowanymi na terenie naszego kraju szczątkami niemieckich cywili i żołnierzy. Jeden z takich cmentarzy znajduje się pod Szczecinem. Ale pomoc fundacji to nie jedyny pomysł . W sobotę dziennik "Berliner Zeitung" napisał, że szczątki pochowanych w Malborku powinny się znaleźć na niemieckim cmentarzu wojennym w Gdańsku. Taka kwatera znajduje się na Cmentarzu Garnizonowym - chowani tam byli m.in. niemieccy żołnierze z czasów II wojny światowej. - Konsul zapowiedział, że będzie rozmawiał o tym z prezydentem Gdańska - mówi wojewoda.



A cóż to za pomysł, żeby poległych mieszkańców Malborka pochować na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku :?: :shock:
_________________
Rzaba żądzi!
Neufahrwasser...Neufahrwasser
 
 
 
Azaziz 
Zamykamy oczy...


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 140
Skąd: Silent Hill
Wysłany: 2009-01-26, 15:31   

fritzek napisał/a:
A cóż to za pomysł, żeby poległych mieszkańców Malborka pochować na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku


Każdy chce zabłysnąć w sprawie, wyciąć i zeżreć kawałek tortu, klasyczne żerowanie... :shock:
_________________
...w krzyżu mnie boli ostatnio :) ))))
 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6867
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-02-06, 19:29   

Jak powstał grób w Malborku - relacja świadka

Cytat:
Udało nam się znaleźć świadka wydarzeń w Malborku w 1945 r. Tadeusz Bronowski widział żołnierzy uprzątających zwłoki.

W 1945 roku Tadeusz Bronowski, wówczas dziesięcioletni chłopiec, przyjechał nad Nogat z dziadkiem, mamą i rodzeństwem już 12 maja, gdy wojska sowieckie uprzątały miasto z zalegających na ulicach zwłok.

Ściślej - robili to niemieccy jeńcy pod nadzorem czerwonoarmistów. Miasto robiło upiorne wrażenie, było całkowicie zniszczone i opustoszałe. Niemców (oprócz jeńców) już nie było, a Polacy jeszcze się tu nie osiedlili. Tadeusz Bronowski z bratem i mamą krążył wśród ruin w poszukiwaniu jedzenia. Trupy leżały wszędzie. Na ulicach, w piwnicach, w krzakach w parku, koło torów, w fosie, na zamku.

Na zamku było ich szczególnie wiele.
- Zapamiętałem wielki dół na dziedzińcu Średniego Zamku, nieopodal refektarza, do którego jeńcy spychali zwłoki - opowiada "Polsce Dziennikowi Bałtyckiemu" Tadeusz Bronowski.
- Także na ulicy Solnej były ogromne doły, a smród szczególnie dotkliwy. Na placu przy Grunwaldzkiej, gdzie dziś wznosi się pomnik żołnierzy sowieckich, widziałem dwa wielgachne doły wypełnione ludzkimi ciałami.

O masowej mogile pomiędzy ulicami Solną a Piastowską, na którą natrafiono podczas prac ziemnych przed budową hotelu, informowaliśmy wielokrotnie na naszych łamach. Pochowano w niej blisko dwa tysiące osób: mężczyzn, kobiet, dzieci. W niemieckich archiwach niedawno natrafiono na listy malborczyków z lat 1944-45. Śledztwo prowadzi Instytut Pamięci Narodowej. Ta sprawa wciąż budzi wiele emocji. Pojawiały się głosy, że w grobie spoczęły ofiary egzekucji dokonanej na rdzennej ludności przez NKWD. Do tej pory nie było jednak żadnych świadków.



I ciekawa opinia

Cytat:
Malborski cmentarz w opinii Jarosława Zalesińskiego, szefa działu kultury "Polski Dziennika Bałtyckiego"

Opowieści świadka, który w 1945 roku widział, jak powstawały masowe groby w Malborku, wybija oręż z ręki tym, którzy w odkopywanych teraz dołach pełnych ludzkich kości chętnie widzieliby dowód jakichś (czyich?) zbrodni. Najpewniej wszystko odbywało się tak, jak to wyjaśniał już na łamach "Polski" historyk Piotr Niwiński. Po przejściu frontu Malbork, podobnie jak każde zaciekle bronione przez Niemców miasto, przypominał gigantyczną kostnicę. Wszędzie leżały ciała zabitych w czasie walk, do tego zaczęły dochodzić ofiary epidemii tyfusu. Aby rozszerzaniu się epidemii zapobiec, zwłoki grzebano jak popadło w masowych mogiłach. Śmierć zrównywała ze sobą Niemców, Rosjan, żołnierzy i cywilów, autochtonów i uciekinierów z Prus Wschodnich.

Niektóre gazety zza Odry głosiły, że odkopane kości powinny zostać pochowane w niemieckiej ziemi. Gazety polskie spekulowały, które z miast mogłoby się stać miejscem pochówku: może Szczecin? A może Gdańsk? Szukano dla nich odpowiedniego, czyli poniemieckiego cmentarza. Zastanawiam się, dlaczego właściwie godnym miejscem ostatniego spoczynku tych ludzi nie może być miasto, w którym zginęli? Tym bardziej że nikt nie jest w stanie odpowiedzieć dziś na pytanie o narodowość pochowanych w masowym grobie ludzi. W większości byli to Niemcy, to na pewno, ale skąd pewność, że nie chowano też Rosjan, może i Polaków? Czy o ponownym, po ekshumacji, cmentarzu dla tych ciał miałby decydować głos większości, według reguł jakiejś makabrycznej demokracji?

Do czego może prowadzić takie wykopywanie kości, opisał niegdyś Günter Grass w powieści "Wróżby kumaka". Pomyślmy może lepiej, czy to nie Malbork powinien zdecydować się na godne pochowanie tych ciał i upamiętnienie pomnikiem ofiar 1945 roku w tym mieście. W Gdańsku o ich losie o wiele lepiej zaświadczy przyszłe Muzeum II wojny.



Świadkowie wyjaśniają tajemnicę grobów z Malborka

Cytat:
Malbork to było piekło

Informacja o mogile dotarła także do niemieckich mediów, które od razu zaczęły spekulować, czy w Malborku nie dokonano zbiorowej zbrodni. Wskazywano na Rosjan, a nawet Polaków. Teraz była mieszkanka miasta, która pragnie zachować anonimowość, przysłała z Niemiec list do malborskiego magistratu z opisem swoich przeżyć w czasie oblężenia miasta w 1945 roku.

- List wedle mojej oceny wyklucza możliwość, że mordu na pozostałych w mieście mieszkańcach dokonali Rosjanie - mówi Piotr Szwedowski z malborskiego urzędu miasta.

- List to świadectwo kobiety, która w 1945 r. miała 10 lat - mówi Szwedowski. - Kobieta opowiada o walkach, w których ucierpiała ludność cywilna. Opisuje też Malbork po zakończeniu walk. Opisuje go jako piekło, w którym ulice były zasłane zwłokami. Jej matka została przez Rosjan zaprzęgnięta do zbierania zwłok z ulic. Przy pomocy furmanek i ręcznych wózków zwożono to wszystko w jedno miejsce na obecną ul. Jagiellońską. Tam zwłoki posypywano chlorem. Tu relacja się urywa - mówi Szwedowski.

Jej wspomnienia potwierdzają tezę historyków, że szczątki mogą należeć do obywateli niemieckich, którzy w 1945 roku - mimo rozkazu opuszczenia miasta wydanego przez Niemców - postanowili zostać w Malborku i zginęli. Do tej pory nie wiadomo jak. Teorii jest kilka - najprawdopodobniej nie udało im się przeżyć zimy w opuszczonym mieście i padli ofiarami chorób i głodu. Nie można też wykluczyć, że mogli zginąć podczas oblężenia miasta przez armię rosyjską. Część ofiar mogła zginąć wskutek egzekucji - mogą o tym świadczyć ślady po kulach w niektórych czaszkach.

Kobieta na początku lat 70. wyjechała z Malborka do Niemiec. Zgodziła się na przekazanie listu prokuraturze.

Trupy leżały wszędzie

Do kolejnego świadka dotarł dzisiejszy dziennik "Polska". Według relacji Tadeusza Bronowskiego, który przybył do Malborka w maju 1945 r. jako 10-letni chłopak, "trupy leżały wszędzie: na ulicach, w piwnicach, w krzakach, w parku, koło torów, w fosie, na zamku, gdzie było ich szczególnie wiele". Bronowski był świadkiem jak jeńcy pilnowani przez Rosjan uprzątali miasto z ciał wrzucając je do dołów. - Ta relacja, choć z nieco późniejszego okresu, potwierdza relację zawartą w liście Niemki. Przede wszystkim uderza ta wszechobecność ciał - mówi Szwedowski.

- Gromadzimy wszelką dokumentację i w zależności od wartości dowodowej, osoby będą przesłuchiwane w tej sprawie - mówi prokurator Mirosław Roda z gdańskiego oddziału IPN, który przed dwoma tygodniami przejął sprawę od malborskiej prokuratury.

Prokurator mówi też, że pojawiają się kolejne relacje. - Z pięciu, które dotarły do nas właśnie te dwie mogą okazać się najbardziej pomocne w rozwikłaniu tej owianej tajemnicą sprawy - dodał prok. Roda.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
Grün 
Oberwasserspeier


Pomógł: 14 razy
Dołączył: 09 Maj 2008
Posty: 1468
Skąd: Wolne Miasto
Wysłany: 2009-02-06, 22:03   

W kontekście grobu w Malborku:
Masowe groby w Gdańsku - czy istnieją
Cytat:
Nie milkną echa odkrycia masowego grobu w Malborku. Czy podobnych znalezisk powinniśmy się spodziewać również w Gdańsku?
Kilka tygodni temu media obiegła szokująca wiadomość o przypadkowym odkryciu nieznanego dotąd masowego grobu w Malborku. Początkowo szok nie był wielki, przypuszczano bowiem, że grób zawiera szczątki kilkudziesięciu osób. Pochodzić mógłby zatem z czasów przejścia frontu przez Malbork w 1945 r. i być miejscem wiecznego spoczynku ofiar działań wojennych, może nawet żołnierzy jednej lub drugiej z walczących stron podczas II wojny światowej. Ta hipoteza nie utrzymała się długo, bowiem przy dalszej eksploracji mogiły okazało się, że zawiera ona kości setek ludzi, w tym również dzieci.

Z głębokiego średniowiecza

Bardzo szybko zaczęto się zastanawiać, gdzie jeszcze należy spodziewać się podobnie szokujących odkryć. Również w Gdańsku - mieście kilka razy w ciągu swojej historii będącym świadkiem tragicznych i obfitych w ofiary wydarzeń - groby masowe oczywiście są.

Najdawniejszym zanotowanym przez historię wydarzeniem, którego tragizm mógł skutkować powstaniem masowego pochówku, była osławiona rzeź Gdańska z 1308 roku. Nikt nie wie dokładnie, ilu mieszkańców miasta straciło wówczas życie, nie wiadomo również, gdzie ich pochowano.

Skoro wydarzenie to zostało ochrzczone słusznie, choć z pewną przesadą, mianem "rzezi" - ofiar musiało być dużo. Jedyną informacją o miejscu pochówku części ciał jest wzmianka o tym, że opat oliwski Rüdiger zabrał wkrótce po strasznej listopadowej nocy 1308 roku ciała szesnastu rycerzy zabitych przez Krzyżaków i pochował je na cmentarzu przy Kościele Św. Jakuba w Oliwie. Co stało się z resztą poległych?

Trudno orzec. Być może znalazły miejsce ostatniego spoczynku w pobliżu któregoś z dwóch kościołów, znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie teatru tragicznych wydarzeń - a więc przy kościele Św. Mikołaja (tym, którego resztki obejrzeć można pod Halą Targową), bądź przy kościele Św. Katarzyny. Prowadzone ostatnio masowo w tych okolicach prace archeologiczne być ujawnią wkrótce tę tajemnicę.

Ofiary epidemii

Oprócz wojen, setki ludzi umierały w trakcie nawiedzających Gdańsk epidemii, a było ich sporo. Ten fakt nie dziwi, kiedy okaże się, że mówimy o mieście portowym, gdzie szybciej niż na prowincję dociera ze świata zarówno to, co dobre, jak i to co złe. Ofiary epidemii grzebane były w masowych grobach, których lokalizacja pokrywa się często z istniejącymi wówczas, bądź później założonymi cmentarzami. Tam ewentualne odkrycie licznych szkieletów nikogo prawdopodobnie nie zdziwi.

Bardziej zaskakujące może być odnalezienie grobów ofiar epidemii cholery, dla których utworzono szpital i cmentarz na Ostrowiu, a więc terenie od ponad stulecia użytkowanego przez stocznie i inne zakłady przemysłowe. Innym masowym grobem ofiar epidemii jest oznaczone niedawno skromnym pomniczkiem miejsce, w którym pochowano ofiary epidemii tyfusu w gdańskim areszcie w 1945 i 1946 roku.

Ofiary dawnych wojen

Gdańsk, duża i zazwyczaj dobrze przygotowana do obrony twierdza, był kilkukrotnie oblegany. Oblężenie ma to do siebie, że pochłania liczne ofiary, głównie wśród atakujących. Żołnierzy poległych przy takich okazjach nie transportowano do krajów z których pochodzili. Biorąc pod uwagę liczbę ofiar byłoby to technicznie niewykonalne. Nie było też niegdyś po prostu takiego zwyczaju. W ten sposób powstał m.in. masowy grób żołnierzy rosyjskich, którzy stracili życie przy oblężeniu Gdańska, w 1734 roku.

Mogiła ta, zwana przez mieszkańców Gdańska dawniej po prostu "rosyjskim grobem", oznaczona została na przełomie XIX i XX w. pięknym obeliskiem z fińskiego marmuru, opatrzonym napisem po rosyjsku. Napis ów informował o jego poświęceniu pamięci rosyjskich żołnierzy, którzy stracili życie przy oblężeniach Gdańska w latach 1734, 1807 i 1813. Jest to jeden z nielicznych przedwojennych gdańskich pomników przetrwałych do dzisiaj.

Na ślady pochodzącej z początku XIX wieku zbiorowej mogiły żołnierzy francuskich natrafiono przypadkiem - choć bardzo dziwnym - przy... zakładaniu cmentarza żołnierzy francuskich, jeńców z okresu II wojny światowej, zlokalizowanego przy ul. Powstańców Warszawy.

Niepotwierdzony przekaz donosi o wykorzystaniu części likwidowanych w XIX w. kanałów na Dolnym Mieście jako miejsca pochówku żołnierzy. Prawdopodobieństwo tej informacji jest w mojej opinii umiarkowane, jednakże oczywiście istnieje taka możliwość. Pochowanymi w owych grobach mogliby być jedynie żołnierze polegli w czasie oblężenia Gdańska w 1813 roku. Kanały owe zlokalizowane były pośrodku kilku dzisiejszych ulic, takich jak Łąkowa, Jaskółcza czy Kieturakisa.

Ofiary ostatniej wojny

Ponieważ jednak okoliczności zaistnienia masowych grobów, o których mowa wyżej, są jasne i nie budzą kontrowersji, nie ma już również od dawna nikogo, kto poszukiwałby swoich tajemniczo zaginionych w wojennej zawierusze krewnych. Oczywistą sprawą jest to, że najbardziej "medialne" byłyby odkrycia grobów związanych z tragicznymi wydarzeniami ostatniej wojny.

Najstarszym takim miejscem związanym z wydarzeniami z II wojny światowej był grób polskich pocztowców, zamordowanych i pochowanych w tajemnicy i nieznanym miejscu przez Niemców. Grób ten odnaleziony został przypadkowo w 1991 roku podczas budowy siedziby banku na Zaspie. Szczątki zidentyfikowane przez jedną z przedwojennych pracownic Poczty Polskiej, p. Urszulę Świeczkowską, zostały zabezpieczone i przeniesione na cmentarz przy ul. Chrobrego - mauzoleum ofiar faszyzmu.

Więcej ofiar mogących zapełnić masowe mogiły nie było w Gdańsku aż do końca wojny. Tragiczne dla Gdańska zakończenie wojennych działań na Wielkanoc 1945 r. skutkowało powstaniem setek grobów. Pojawiały się one głównie na starych cmentarzach, czasem w parkach, nie mając zazwyczaj charakteru grobów masowych. Te ostatnie pojawić się miały dopiero po zakończeniu wojny.

Częściowo wypełniły je ofiary nalotów, ostrzału i pożarów, częściowo ciała osób zamordowanych przez zwycięzców, np. z powodu odmowy oddania zegarka. Ich lokalizacja nie jest mi znana, aczkolwiek żyją jeszcze może ludzie, którzy pamiętają, gdzie ofiary przejścia wojny przez Gdańsk zostały pochowane. Istnieje wszakże jeden wyjątek.

Wyjątkowy las na Wyspie Sobieszewskiej

Jest nim las między Wisłoujściem, a Górkami Zachodnimi. Nie ma tam, o ile mi wiadomo zbiorowej mogiły w ścisłym tego słowa znaczeniu. Tym nie mniej tam właśnie schronili się bardzo liczni mieszkańcy Gdańska, kiedy wokół Gdańska zacisnął się już pierścień Armii Czerwonej i jedyną szansą ucieczki było dostanie się jakąkolwiek jednostką pływającą na Hel - w ostatnie miejsce, skąd odpływały jeszcze statki ewakuujące ludzi.

Oprócz setek (a może tysięcy) cywilów, las ten stał się również miejscem schronienia pozostałych przy życiu niemieckich żołnierzy. Nic więc dziwnego, że rejon ten stał się obiektem intensywnego ostrzału artyleryjskiego. Tam właśnie ci, którym udało się z tego piekła wymknąć, widzieli po raz ostatni wielu swoich sąsiadów i znajomych, których ziemski ślad w tym miejscu się urywa.

Między bajki należy włożyć historię o tym, jakoby pod placem pomiędzy Podwalem Staromiejskim, a Halą Targową, w którejś z podziemnych kondygnacji schronu przeciwlotniczego, znajdować miałby się masowy grób mieszkańców Gdańska, którzy zginęli tam zalani wodą z pękniętego rurociągu (literacką wizję tego miejsca umieścił w "Złotym Pelikanie" S.Chwin). Owszem, w trakcie bombardowania rzeczywiście schron zaczął być zalewany wodą, jednakże była ona na bieżąco wypompowywana. Zagrożonym mimo to utonięciem ludzi uwolnili ze schronu...rosyjscy żołnierze. Wiem to od jednej z osób, które tam właśnie spędziły ostatnie godziny wojny.

Ofiary powojenne

Koniec wojny nie był jednak końcem okazji do powstawania masowych grobów. Jednym z tych, powstałych już po zakończeniu działań wojennych w Europie, jest wspomniany wyżej grób ofiar tyfusu w areszcie przy Kurkowej, gdzie choroba zgarnęła obfite żniwo wśród stłoczonych w celach ludzi wszystkich narodowości, jakie można było w tym czasie w Gdańsku spotkać. Wówczas uznanym za podejrzanego, a co za tym idzie trafić do aresztu, mógł każdy.

Nie wiadomo też, gdzie zostały pochowane ofiary represji powojennych, wśród których znalazła się m.in. słynna Inka czy Danuta Siedzikówna, która ma jedynie symboliczny grób na Cmentarzu Garnizonowym.

Na liście masowych grobów brakuje jeszcze jednego - grobu licznych ofiar epidemii tyfusu w obozie Narwik przy Marynarki Polskiej, gdzie tuż po wojnie zgromadzono niemieckich jeńców. Zmarli w trakcie epidemii pochowani zostali zapewne gdzieś w jego pobliżu. Szczerze mówiąc spodziewałem się odkrycia tego grobu w trakcie prac ziemnych przy budowie Baltic Areny. Nic takiego jak dotąd nie nastąpiło, ale kto wie, na co natrafi koparka przy dalszych pracach w tym rejonie.

Czy to już wszystko?

Zapewne nie. Wyżej przytoczona lista nie pretenduje nawet do jakiejkolwiek kompletności. Jej celem jest uzmysłowienie Czytelnikowi tego, że miejsca takie jak malborska masowa mogiła znajdować mogą się w Gdańsku niemalże wszędzie, o wielu bowiem nie ma żadnych wzmianek, ani nikogo, kto mógłby o nich opowiedzieć.

Straszne chwile - czy to spowodowane epidemią, czy wojną - pociągają za sobą liczne ofiary. Ekstremalne sytuacje, w których ofiary te tracą życie, uniemożliwiają najczęściej pochówki indywidualne. Nie dziwmy się zatem, jeśli w ramach licznych, prowadzonych w Gdańsku inwestycji odnaleziony zostanie jakiś masowy pochówek. Oby nie tak masowy i nie odsłaniający tak strasznego losu osób w nim pochowanych, jak miało to miejsce w Malborku.
_________________
Z wyrazami...
prof. wirt. Grün
Nowe w Akademii: O Hausmarkach
Felietony historyczne na MMTrójmiasto
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6867
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-02-08, 22:24   Jak Marienburg stał się Malborkiem

Jak Marienburg stał się Malborkiem

Cytat:
O tym, jak wyglądał Malbork w maju 1945 roku, opowiada świadek wydarzeń Tadeusz Bronowski.

Gdy obudzili się 12 maja 1945 roku o świcie, pociąg już stał. Pociąg - to za dużo powiedziane, ledwie dwie węglarki wypełnione ludźmi. Byli to Polacy wywiezieni z Wołynia transportem numer siedem. Wynajęta i opłacona przez nich na stacji Karp koło Katowic lokomotywa miała dowieźć grupę kobiet, starców i dzieci, w sumie około pięćdziesięciu osób, do Krasnego Stawu. Dotarły do nich słuchy, że poprzedni transport z Równego już tam jest, a ich krewni i sąsiedzi zajmują gospodarstwa po wysiedlanych stamtąd Ukraińcach.

- Będziemy mieli bliżej nad Horyń - przekonywał Ignacy Bronowski, bo nikt nie wątpił, że niebawem wrócą w rodzinne strony. Katowice zrobiły na nich fatalne wrażenie: Szwaby na ulicach, w tramwajach ciągle płaciło się fenigami. Czym prędzej wsiedli więc do zdobytej cudem węglarki, ułożyli bambetle pod prowizorycznym daszkiem z kawałka blachy falistej, pokładli się pokotem i przykryli czym się dało.

Śnił im się Wołyń, ziemia czarna i tłusta po horyzont, szeroka rzeka ryb pełna, sady wiśniowe, wiosną białymi kwiatami jak śniegiem obsypane. Ignacemu Bronowskiemu śniły się Petryszcze, dwór, który w 1920 roku spalili bolszewicy. Kupił wtedy od Radziwiłłów gajówkę, która stała się nowym rodzinnym siedliskiem. Okupacja sowiecka, niemiecka, znowu sowiecka… Wywózki, napady Ukraińców, strzały, wybuchy i łuny… Śmierć żony, to bolało najbardziej… - Wyzwoliliśmy was, towarzyszu, od Germańców - powiedział w 1944 roku sowiecki żołnierz do Ignacego Bronowskiego herbu Korab. Wkrótce musieli - płacząc - opuścić gajówkę, opuścić Wołyń, swoje ukochane miejsce na ziemi.

Gdy się obudzili, lokomotywy nie było, węglarki stały w polu, na bocznym torze. Kiedy wyszli zobaczyć, jak wyglądają okolice Krasnego Stawu, ujrzeli napis "Marienburg".

- Jezus Maria, co to za miasto? Wywieźli nas do Niemiec! - To musi być Malbork - zawyrokował Ignacy Bronowski, miłośnik Henryka Sienkiewicza. - Tu gdzieś jest zamek krzyżacki.
- Ale to przecież Niemcy…

Siedzieli jak myszy pod miotłą i zastanawiali się, co robić. Wreszcie pojawili się sowieccy żołnierze: - Wy kto?

Wyjaśnili skąd są, bo na szczęście dziadek Ignacy znał rosyjski, i zapytali, czy są tu Polacy.
- Niet, tolko my. Ale na torach mieszkać nie możecie. Poszukajcie sobie jakiejś kwatery… Chcieli zostać w węglarce, bo wierzyli, że lada dzień rusza w lubelskie, ale Sowieci wyrzucili ich z węglarki siłą.

Nieopodal torów było osiedle jedno- i dwurodzinnych domów, takich jakie Hitler kazał budować dla robotników w większości niemieckich miast w ramach programu Volksbau. Stały puste. W jednym tylko mieszkał stary Niemiec, dość młoda jeszcze kobieta i troje dzieci.

Dom, który zajęli Bronowscy, stał w ogródku pełnym krzaków agrestu, pod płotem rósł rabarbar, którego wcześniej dzieci nie znały. Rodzina była niekompletna. Składała się z dziadka Ignacego, jego synowej Zofii oraz jej dzieci, a jego wnuków: Tadzia, Jasia i Tereski. Ich ojciec nie wrócił jeszcze z wojny.

Dom był splądrowany. Talerze potłuczone, obicia z mebli pozdzierane albo podziurawione, pierze fruwało w powietrzu, ale dach był cały i szyby w oknach też. Posprzątali, ściągnęli z sąsiednich domów meble, napisali na drzwiach wejściowych "zaniato" i usiedli razem przy stole.

Mieli dom. Gdzieś na końcu świata, ale jednak. "Mieszkamy teraz w Marienburgu, Memmelerweg 4". Listy z tą informacją wysłali zaraz na adres poczty polowej ojca oraz do krewnych i znajomych pod Krasny Staw.

Głód doskwierał straszliwie, a gotowany szczaw i rabarbar tylko go zaostrzały.

Któregoś popołudnia znaleźli na Memmelerweg martwego konia. Rano końskie truchło było już częściowo obrane z mięsa. To niemieccy sąsiedzi, głodni pewnie jeszcze bardziej niż oni, zjedli padlinę.
Bronowscy próbowali znaleźć coś do jedzenia w mieście. Ale miasta nie było.

Nad ruinami domów górowały majestatyczne ruiny krzyżackiego zamku. Nie było też ludzi.

Wiatr unosił tysiące kartek papieru, kręcił nimi, podrzucał je do góry, rozrzucał, przerzucał, zmiatał, przesypywał, rozsypywał… Kartki z książek powyrzucanych przez zdobywców z mieszkań, szkół i bibliotek, niepotrzebne nikomu walały się w ruinach. Książki, nie są artykułami pierwszej potrzeby, więc ludzie uciekający z miasta nie zabierają ich ze sobą. Fruwały kartki z dzieł naukowych i atlasów, kartki z nutami, kartki z albumów i książeczek do nabożeństwa, z utworów wartościowych i byle jakich, fruwały teraz obok siebie, wymieszane, przestraszone brakiem sensu i ciągłości utworów…

Wiatr tarmosił kartki z poezją i prozą, kartki z "Cierpień młodego Wertera" Wolfganga Goethego, z "Mein Kampf" Adolfa Hitlera, "Czarodziejskiej góry" Tomasza Manna, z bajek braci Grimm, z podręcznika do nauki łaciny, a wśród gruzów szeleściły kartki z Apokalipsy świętego Jana.

…I ujrzałem Bestię wychodzącą z morza, mającą dziesięć rogów i siedem głów, a na rogach jej siedem diademów, a na jej głowach imiona bluźniercze… (…) I otworzyła swe usta do bluźnierstw przeciwko Bogu, by bluźnić Jego imieniu i Jego przybytkowi, i mieszkańcom nieba…
I ujrzałem inną Bestię, wychodzącą z ziemi; miała dwa rogi podobne do rogów Baranka, a mówiła jak smok… (…) I kazała ogniowi zstępować z nieba na ziemię…

Dwie straszne bestie starły się tu, w Marienburgu w walce na śmierć i życie. Szarpały się, kąsały, drapały szponami, waliły ogonami, zionęły ogniem, aż zniszczyły wszystko, tak że nie został kamień na kamieniu, a właściwie zostały same tylko kamienie i cegły, a "grad i ogień pomieszane z krwią spadły na ziemię".

Nie, to nieprawda, że nie było w mieście ludzi. Żywych było niewielu, ale trupy leżały wszędzie.
Dzieci szukające jedzenia spotykały wśród tego morza ruin wojskowego studebackera. Na platformie ciężarówki siedziało kilku jeńców niemieckich pilnowanych przez krasnoarmiejca z bagnetem na karabinie. Gdy ciężarówka zatrzymywała się, jeńcy uprzątali leżące na ulicy zwłoki. Zbierali je widłami, które miały specjalnie zakrzywione zęby, żeby te rozpadające się ciała dały się załadować na ciężarówkę. Potem zrzucali je do dołów wykopanych w różnych punktach miasta.

Trupów były całe góry. W mundurach niemieckich, w mundurach sowieckich, w cywilnych ubraniach. Trupy mężczyzn, kobiet i dzieci. Wielkie muchy o błyszczących odwłokach właziły im do otwartych ust. Trupy leżały wszędzie. Na ulicach, w piwnicach, w krzakach w parku, koło torów, w fosie, na zamku. O, na zamku było ich szczególnie wiele. Dziesięcioletni wówczas Tadzio Bronowski zapamiętał wielki dół na dziedzińcu Średniego Zamku, nieopodal refektarza, do którego jeńcy spychali zwłoki.

Na ulicy Solnej doły były ogromne, a smród szczególnie dotkliwy. Trupi jad zatruwał powietrze w całym mieście. Także na placu przy Grunwaldzkiej, gdzie dziś wznosi się pomnik żołnierzy radzieckich, Tadzio widział dwa wielgachne doły wypełnione ludzkimi ciałami. Na Starym Mieście z kolei nieboszczycy już wyschli, zasuszyli się jak mumie, ciała ich były leciutkie i jeńcy jedną ręką wrzucali je na platformę ciężarówki.

Tadeusz Bronowski nie bał się nieboszczyków. Zabitych ludzi widział już w Równem. W czasie wojny martwi nie są groźni, bać się trzeba żywych. Więc bez lęku przyglądał się, jak jeńcy niemieccy zakopują ludzkie zwłoki, dopóki nie przegonił go któryś z żołnierzy sowieckich.
Rosjanie lubili dzieci, chłopcy mogli bezkarnie kręcić się im pod nogami, czasem tylko, gdy uznali, że przesadzają, mówili - Nu, uchadi malczik - i robili groźne miny.

Mama nie pochwalała łażenia po mieście, ale nie miała wyboru, pozwalała buszować im wśród gruzów i sowieckich żołnierzy, bo trzeba było szukać jedzenia. - Jak Pan Bóg was nie ustrzeże, to i ja was nie upilnuję - powtarzała zalecając, żeby jednak byli ostrożni. Więc zaglądali do zrujnowanych domów i przysypanych piwnic i znajdowali słoje z kompotami z gruszek i musami jabłkowymi, ale ohydne, bo bez cukru. Któregoś dnia Tadzio, wchodząc do piwnicy częściowo zburzonego gasthausu nad Nogatem, poślizgnął się na ciemnych schodach i wylądował we wnętrznościach rozkładającego się trupa. Wyrwał się z grząskiej galarety, wypadł na ulicę i biegł, biegł, biegł, jakby zmarły człowiek gonił go i chciał chwycić za koszulę.

Zbiorowa mogiła była także koło lotniska, gdzie stało kilka spalonych sowieckich czołgów. Z jednego z shermanów Tadeusz wymontował sobie lunetę. Był grób w okolicach późniejszego kina Włókniarz. Sowiecki major, który kupował u dziadka Ignacego bimber, powiedział kiedyś: - Za wcześnie przyjechaliście. My jeszczo nie podgatowili goroda dla was… Rzeczywiście, Polaków w Malborku wtedy jeszcze nie było - poza wysiedleńcami spod Równego. A dzięki temu dziadkowemu bimbrowi przeżyli. Ignacy Bronowski odkrył bowiem cukier w magazynie zrujnowanej cukrowni. Choć był nadpalony i gorzkawy, nadawał się do fermentacji i dziadek urządził w piwnicy bimbrownię. Major za samogon dawał im konserwy, chleb, tłuszcz, a nawet mleko w proszku.

Rosjanie nadzorowali usuwanie trupów z miasta, ale także zbierali wszystko, co dało się wywieźć. Tadeusz Bronowski pamięta, że wśród ruin, na placu stały dziesiątki przygotowanych do transportu pianin i fortepianów. Mokły w majowym deszczu i z dnia na dzień stawało się coraz bardziej oczywiste, że nikt nigdy nie zagra na nich utworów Bacha ani nawet Chaczaturiana. Że już nigdy nie wydadzą żadnego dźwięku. Umierały powoli, bez skargi.

Niemieccy jeńcy tymczasem przywiązywali liny do stojących samotnie ścian zburzonych domów, które groziły zawaleniem. Pokrzykując - Hej - rup, hej - rup… szarpali za sznur i mur walił się z hukiem.
Powoli miasto się zaludniało. Przybył jeszcze jeden transport Polaków z Wołynia, ściągali ludzie z Gdańska, z całego Pomorza, ale także z Warszawy. Żywych było już więcej niż trupów.

Zaczęli też opuszczać miasto Sowieci. Im mniej ich było, tym więcej zjawiało się szabrowników, choć mało co już zostało do rozkradzenia. Władze zaczynały rozdawać kartki na żywność, pierwsze piekarnie wypiekały chleb.

Gdy zaczęły spadać kasztany, wrócił z wojny ojciec. Chłopcy poszli do szkoły. Marienburg stawał się powoli Malborkiem.

Tadeusz Bronowski pochodzi z Wołynia. Wraz z mamą, dziadkiem, bratem i siostrą przyjechał do Malborka w maju 1945 roku, gdy rządziła tam niepodzielnie Armia Czerwona. Miał wówczas dziesięć lat. Historię rodziny Bronowskich herbu Korab i wojenną tułaczkę opisał w książce "Wypędzeni".


Barbara Szczepuła


40_957769_2_d_584.jpg
Tadeusz Bronowski / Fot. M. Ochocki
Plik ściągnięto 14367 raz(y) 36,88 KB

_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6867
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-02-13, 22:57   

Malborscy forumowicze nie znieważali

Cytat:

Miłośnicy historii Malborka i użytkownicy forum historyczno-społecznego Marienburg.pl nie znieważyli ludzkich szczątków, które odnaleziono na terenie tajemniczej masowej mogiły, a także nie znieważyli i nie pomówili burmistrza Malborka. O możliwości popełnienia takich przestępstw powiadomił Prokuraturę Rejonową w Malborku włodarz miasta, Andrzej Rychłowski. Nie będzie postępowania prokuratorskiego.

Sprawa sięga przełomu października i listopada ub.r., gdy na terenie przyszłej budowy czterogwiazdkowego hotelu przy zamku odkryto ludzkie szczątki. Stało się to 28 października. Wydobyto wówczas kości i czaszki, które należały do 67 osób. Pochowano je na Cmentarzu Komunalnym już 31 października. Burmistrz, poproszony wówczas przez nas o komentarz w sprawie szczątków i okoliczności pochówku, stwierdził, że teren został zbadany i dalszych prac poszukiwawczych nie będzie.

Takie stanowisko zaskoczyło forumowiczów z Marienburg.pl, którzy byli zdziwieni błyskawicznym zamknięciem sprawy. 16 listopada okazało się, że miłośnicy historii Malborka mieli rację, wyrażając swoje wątpliwości. Tego dnia na forum zostały opublikowane zdjęcia kolejnych, pojedynczych kości, wykonane na terenie mogiły. Malborskie instytucje tłumaczyły to potem wilgocią, błotem, które przykryło kości w czasie październikowych prac.

Forumowicze zarzucili kłamstwo burmistrzowi i prokuratorowi. W tym samym czasie na służbową skrzynkę mailową burmistrza trafił list od anonimowego mieszkańca, który zarzucił w nim Andrzejowi Rychłowskiemu m.in. kłamstwa.

Wkrótce potem do Prokuratury Rejonowej w Malborku trafiło doniesienie złożone przez burmistrza o możliwości popełnienia przestępstwa. Udało się nam ustalić, że dotyczyło to czterech zarzutów: znieważenia na forum publicznym, znieważenia w liście elektronicznym, znieważenia zwłok ludzkich oraz pomówienia na forum publicznym i w liście elektronicznym. Dowiedzieliśmy się też, że autor e-maila do burmistrza ujawnił się później i przeprosił włodarza. Mimo to, sprawa trafiła do prokuratury. Ta jednak nie będzie zajmowała się trzema pierwszymi zarzutami. Natomiast kwestia pomówienia nie jest objęta ściganiem z urzędu.

- Prokurator odmówił wszczęcia postępowania, bowiem uznał, że działanie to nie nosiło znamion czynu zabronionego - tłumaczy Waldemar Zduniak, szef Prokuratury Rejonowej w Malborku.

Poprosiliśmy burmistrza o komentarz w sprawie i spytaliśmy, czy będzie odwoływał się od decyzji prokuratury bądź wystąpi przeciwko forumowiczom na drogę sądową.

- Nie zamierzam odwoływać się od decyzji prokuratury w tej sprawie - wyjaśnia Andrzej Rychłowski. - Moje powiadomienie miało w zamierzeniu uzmysłowić pewnym osobom powagę całej sytuacji i zwrócić ich uwagę na to, że przy całej zapalczywości należy jednak zachować pewne normy stosunków międzyludzkich. To prawda, że autor listu wyraził skruchę i przeprosił, ale moje zawiadomienie nie dotyczyło tylko pomówienia, ale chodziło również o to, by prokuratura z urzędu sprawdziła, czy nie doszło do zbezczeszczenia szczątków, czy też czynów znieważenia ich przez osoby, które uczestniczyły w całym zdarzeniu. Myślę, że dla wszystkich wypływa z tej sytuacji pewna lekcja - choć zdarzają się kontrowersje, to przed formułowaniem opinii i ich wygłaszaniem należy najpierw poznać argumenty wszystkich stron i czynić to w odpowiedzialny sposób.

Przypomnijmy, że od października ub. roku (z przerwami) z masowej mogiły na terenie ul. Solnej wydobyto szczątki należące do ok. 1850 osób.

Jacek Skrobisz - POLSKA Dziennik Bałtycki
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Partnerzy WFG

ibedeker.pl