Wolne Forum Gdańsk Strona Główna Wolne Forum Gdańsk
Forum miłośników Gdańska i Pomorza

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Parasolnik i inni...
Autor Wiadomość
lestat 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 56
Dołączył: 13 Maj 2008
Posty: 125
Skąd: Sopot
Wysłany: 2009-09-26, 16:22   

Hop hop :flaga: zawołam - czy ktos ma zdjęcia Czesia - Parasolnika ?
 
 
renekk 


Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 934
Skąd: Orunia
Wysłany: 2009-09-26, 20:06   

Takie zdjęcie autorstwa S. Kraszewskiego można znaleźć w książce F. Fenikowskiego pt. "Pod Tarczą Sobieskiego". Oprócz tego Parasolnik pojawia się w filmie "Kobiela na plaży".

parasolnik.jpg
Plik ściągnięto 16823 raz(y) 58,6 KB

 
 
 
lestat 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 56
Dołączył: 13 Maj 2008
Posty: 125
Skąd: Sopot
Wysłany: 2009-09-26, 20:09   

dzięki - występuje część 2/4 końcowa sekwencja

dodałem kadr z filmu
feyg


kadr.jpg
Plik ściągnięto 16090 raz(y) 40,5 KB

 
 
renekk 


Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 934
Skąd: Orunia
Wysłany: 2010-07-19, 18:58   

Grzebiąc w archiwalnych numerach tygodnika "Świat" znalazłem w roczniku 1962 cztery zdjęcia Czesia Parasolnika autorstwa Stefana Kraszewskiego, opatrzone tytułem "Sopocki Toulouse Lautrec". Jedno, skopiowane z książki Fenikowskiego pokazywałem kilka postów wyżej; poniżej trzy pozostałe:

czesio_1.jpg
Plik ściągnięto 16236 raz(y) 85,93 KB

czesio_2.jpg
Plik ściągnięto 16236 raz(y) 46,71 KB

czesio_3.jpg
Plik ściągnięto 16236 raz(y) 66,65 KB

 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6865
Skąd: Oliva
Wysłany: 2010-07-19, 19:06   

Cytat:
"Sopocki Toulouse Lautrec"


"Wenecja północy", "Paryż północy", "polski James Dean" itp.
Tyle się spotyka podobnych porównań. Nawet Parasolnik musiał być wedle kogoś kopią lub namiastką :-|
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
renekk 


Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 934
Skąd: Orunia
Wysłany: 2010-07-19, 20:34   

No tak, porównania nie na miejscu. W końcu Sopot był spsiałym kurortem w zimnym komunistycznym kraju, a Parasolnik jakimś dziwolągiem, może nawet kloszardem...
_________________

 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6865
Skąd: Oliva
Wysłany: 2010-07-19, 22:31   

Źle mnie chyba zrozumiałeś. Mam na myśli wieczną tęsknotę i porównywanie się do zachodu. A przecież my nie gęsi :-D
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
rychu40 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 09 Maj 2008
Posty: 464
Skąd: Oliwa
Wysłany: 2010-07-20, 00:35   

Znałem Parasolnika od 1945 roku. Mieszkałem na ul. Bitwy Pod Płowcami a on mieszkał na wysokości wylotu tej ulicy i ówczesnej Dzierżyńskiego. Później mieszkał Na Wydmach, taka nazwa ulicy, też niedaleko. Pamiętam jego "Paaaarasssole do reperacji". Był artystą w naprawianiu parasoli. "Świat" potraktował go całkowicie zewnętrznie, z Toulouse Lautrec podobieństwo tylko w przebraniu i to z odległości. To był co prawda niski facet ale wytatuowany, z wieloma bliznami, potrafił się sam okaleczać. Raczej osobliwość o mentalności cyrkowej i dlatego stał się maskotką Sopotu. Był jeszcze Canada, Piter. Teraz nie ma nikogo chyba że nie mam wiedzy na ten temat. A dzisiaj tylko drobni pijaczkowie. :-?
 
 
renekk 


Pomógł: 10 razy
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 934
Skąd: Orunia
Wysłany: 2010-07-20, 12:31   

Oczywiście, że Parasolnik nie miał nic z Toulouse-Lautreca (poza oglądaną z daleka powierzchownością), tak jak Gdańsk nigdy nie był "Wenecją Północy - Nordische Venedig" a Kaszuby "Kaszubską Szwajcarią – Kaschubische Schweiz". Takie porównania to tylko przejaw ponadnarodowej tęsknoty prowincjuszy za odrobiną "wielkiego świata"… Bardzo ludzkie i nawet śmieszne, o ile nie jest traktowane ze śmiertelną powagą.
A propos "Paryża Północy" – w tymże tygodniku "Świat" znalazłem zgrabnie zestawiony cykl zdjęć z Paryża i Warszawy (podobne tematy i ujęcia – zakochane pary, kawiarniane ogródki, uliczki itd.) z przesłaniem: patrzcie, jacy jesteśmy do siebie podobni… Pomysł zabawny, świetnie wykonany, a przesłanie można łatwo potraktować z przymrużeniem oka.
_________________

 
 
 
danielewicz 
Briefträger


Wiek: 44
Dołączył: 14 Lut 2010
Posty: 140
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2010-07-23, 21:37   

rychu40 napisał/a:
Był jeszcze Canada, Piter. Teraz nie ma nikogo chyba że nie mam wiedzy na ten temat.

Piter spotkany wczoraj na Al Niepodległości, bardzo wychudzony po pobycie w szpitalu ale o pomyłce raczej nie ma mowy.
_________________
Nie dyskutuj z debilem. Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
 
 
 
Piotr 

Pomógł: 1 raz
Wiek: 70
Dołączył: 06 Lis 2008
Posty: 58
Skąd: Sopot/Wielki Kack
Wysłany: 2010-07-24, 16:30   

Piter czy Peter Konfederat?
 
 
lestat 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 56
Dołączył: 13 Maj 2008
Posty: 125
Skąd: Sopot
Wysłany: 2010-07-24, 20:43   

Życiorys

Czesław Bulczyński, zwany Parasolnikiem urodzony 26 kwietnia 1912 w Poznaniu , zmarł w Sopocie 9 listopada 1992 . Ponoć znaleziono go w krzakach w okolicy Kościoła Ewangelickiego w Sopocie – pewnie szedł ze swojego domu z ulicy Grunwaldzkiej 97 na ukochany Monciak.. Dom wyburzono kilka lat temu . Parasolnika też już nie ma .

Opowieści innych – cytaty

1.Wszyscy go znali w Sopocie. Z tych anegdot i opowieści najbardziej podoba mi się ta o dzieciach. Kochały go, a on rozdawał im cukierki.

Ponoć chciał je zaczarować, żeby za szybko nie stały się dorosłe. I chyba mu się udało. Tamte dzieci mówią dziś, że stał się częścią ich pamięci. Dlatego zostanie w nich do końca życia.
Co jeszcze się o nim mówiło? Że miał krzywe nogi i półtora metra wzrostu. Że lubił słoneczną pogodę i spacery po molo, gdzie przechadzał się w meloniku i krótkich spodniach. Był też... piecem, pielęgniarką, grubaśną dziewczyną z warkoczami i cyganką wróżącą z kart. Wystarczyło, że pojawiał się na ulicy w blond peruce, w sukni z tiulu i koronek, a ludzie przystawali rozbawieni. Jedni się z niego śmiali, ale większość uśmiechała się do niego. Naprawdę nazywał się Czesław Bulczyński.

Parasolnik, mówili. Bo naprawiał parasole, choć gdyby tak popytać tych, co go znali to nikt nie pamięta, żeby mu kiedyś Parasolnik parasol zreperował. Łatał też dziurawe garnki. Ale nikt go przy takiej robocie nie widział. Kochał koty i one go kochały. Łaziły za nim, gdziekolwiek się pojawiał. Jego sąsiedzi pamiętają, jak wcześnie rano wyruszał w staromodnym kapeluszu i krótkich portkach na plażę, a za nim ciągnął się długi sopocki, koci ogon. Towarzyszyły mu też w jego wędrówkach sopockie psy. Chodził za nim cały Sopot.

Żartował, że chciałby dożyć setki. Żarty mu się zawsze ponoć udawały, ale ten nie bardzo. Zmarł w 1992 roku, mając 80 lat. Ale kogo pytać, to nikt nie wie, jak wyglądał pogrzeb tego, co to chciał, żeby w życiu było jak w cyrku. Dlatego tak błaznował po sopockim Monciaku, przebierał się, stroił miny, żartował, popisywał się przed ludźmi łykając łyżeczki. Tego połykania nauczył się ponoć jeszcze przed wojną, gdy był clownem w cyrku braci Staniewskich. Gdy pytać dziś jego sąsiadów, znajomych, o jego grób, o jego śmierć, to każdy tylko wzrusza ramionami. Tak jakby Parasolnik nigdy nie umarł.

2. Eugeniusz Kass, który pracował kiedyś w piekarni przy Grunwaldzkiej mówi, że nawet nie pamięta, kiedy Parasolnik się zestarzał. Zawsze był taki sam. W każdym razie żywy. A gdy odszedł, to tak jakby razem z nim poszedł do nieba cały Sopot. Choć gdy umarł, nikt tego nie zauważył.
- Przynosił nam do piekarni śliwkowe kompoty i galaretę z nóżek - wspomina. - Miał niesamowite chody u rzeźnika, co było nieocenione w tamtych czasach. Bywało, głupa palił i łaził z parasolem, choć słońce świeciło. Często się spotykaliśmy. Był wszędzie. Co rusz wołałem: Cześć Czesiu! A on radośnie odpowiadał. Miał jedną niesamowitą cechę - niczym się nie przejmował.

3.Wiceprezydent Sopotu Wojciech Fułek pamięta, że Parasolnik, który brylował na Monciaku w latach 60. i 70., zniknął z ulic już w stanie wojennym. I od tego czasu rzadko się pojawiał. Powoli odchodził w niepamięć, choć wciąż był. Ale gdzie?
Nie ma już domu przy Grunwaldzkiej 97, gdzie mieszkał. Został zburzony.
Aż dziw, że właśnie ten budynek zniknął z powierzchni ziemi. Że właśnie tu powstała jakaś nowa willa. Domy sąsiednie stoją niewzruszone przebudową miasta i obojętnym na legendy czasem.

4.Władysław Gnyba był sąsiadem Parasolnika przez 20 lat.
- Jego żona prowadziła toalety przy plaży, a on reklamował się na Monciaku, pozował do zdjęć. Ale raczej dlatego, że taki był jego sposób bycia, niż żeby miał to robić dla pieniędzy. Często wpadałem do niego do domu. Mieszkanie na poddaszu wyglądało ubogo. Dwa pokoje i kuchnia. Tapczany, szafa, książki, parasole i koty. Na dole był sklep spożywczy. Prowadził dom otwarty. Czesiek lubił ludzi i ludzie lubili Czesia. Bo jak nie było mięsa, to on zawsze załatwił. Taki był! Kompletnie nie pamiętam, żeby chorował. Ani jak umarł. Po jego śmierci jeszcze mieszkała tu wdowa po nim. Samotna. Chyba nieszczęśliwa. A potem i ona odeszła.

5. Pan Parasolnik jest ważnym wspomnieniem mojego dzieciństwa. Często przychodził do sklepu mojej mamy na Boh. Monte Cassino - mówi Zbigniew Okuniewski z Towarzystwa Przyjaciół Sopotu. - Nie tylko, żeby coś kupić, także pogadać, pożartować. Byli tacy, którzy traktowali go z przymrużeniem oka, inni jak swego. A on wśród ludzi czuł się najlepiej. Dla nas, dzieci, miał cukierki. Obserwowałem go. Chodziłem za nim. Był kimś niezwykłym. Fascynował. Uśmiechnięty. Żartujący. Postać z bajki. Dla starszych - odskocznia od rzeczywistości. Teraz mówimy, że to człowiek - pomnik, wtedy po prostu był częścią naszego Sopotu. Niski, korpulentny, wesoły pan - miły obraz czasu, który już nie wróci. Sopot staje się innym miastem. Odchodzą pomału starzy jego mieszkańcy. Ludzi, którzy znali Parasolnika z widzenia, nie z legend, jest dziś niewielu. Gdyby żył jeszcze kilka lat dłużej, prawdopodobnie byłby postacią kultową. Ikoną dla miasta. Dziś wiemy niewiele na jego temat, ale też pewnie nie to w jego legendzie jest najważniejsze. Gdyby było inaczej, stałby się jeszcze jedną postacią historyczną, o której napisano wiele książek. A tak wciąż żyje.

5.Ta legenda rodziła się w danym czasie, na oczach pewnej grupy ludzi i tego się nie przywróci. Czegokolwiek byśmy nie zrobili postać Parasolnika jest dana określonej grupie jednej epoki. Ja miałem szczęście. Żyłem w czasach naocznych świadków. Mnóstwo ludzi, którzy od niedawna przyjeżdżają do Sopotu, nie mają pojęcia, kim był. Nie czują tego klimatu. I trudno opowiedzieć im o duszy tamtego Sopotu i starym człowieku w za dużych butach, co tej duszy był wcieleniem. W żaden sposób nie przekażemy tamtej atmosfery miasta nowemu pokoleniu. Bo to są inni ludzie. Parasolnik zostanie stałym elementem naszej pamięci. Nikt nie potrafił zrobić takiego buntu przeciwko rzeczywistości, jak potrafił to on. Był wiatrem, wolnością...

6. każdej porze roku, lecz chyba najczęściej wiosną i jesienią, przed południem toczył się stromizną ulicy Szopena i narastał w podwórkach, grzmiał wprawiając powietrze w wibracje mocny, donośny głos, trzy wyrazy zlane w jeden krzyk jękliwy i przeciągły...

- Paaaaaarasolllleeeeeeeedoreperaaaaacjeeeee!

Nadciągał niski, krępy, energiczny i ruchliwy jak rtęć pan Czesław – Parasolnik, ubrany w elegancki garnitur, otoczony gromadką przedrzeźniającej go dzieciarni, opędzający się od niej, obwieszony kolorowymi parasolkami, podpierający się leciwym, czarnym deszczochronem. Przystawał co chwilę, uchylał melonika znajomym przechodniom, niekiedy wdawał się w krótką, pełną aktorskiej gestykulacji wymianę zdań i ruszał w dół ulicy, ciągnąc za sobą krzyk – znak firmowy.

Minęło wiele lat zanim Parasolnik porzucił swój zawód i przebrany w strój Wikinga, w kolorowej spódniczce, w hełmie z wielkimi, odstającymi rogami zaczął pozować do zdjęć na deptaku. Krążyły o nim legendy, mówiono, że posiadł niezwykłą umiejętność połykania żyletek, noży i innych sztućców, że z tego powodu przeszedł wiele skomplikowanych zabiegów chirurgicznych. Mieszkał bodaj na końcu ulicy Grunwaldzkiej, w jednym ze starych domów rybackich, w okolicy słynącej z wódczanych barów o niezapomnianej atmosferze. Pamiętam kilka nazw: „Costarica”, „Tempo”, „Ludowa”. Sanktuaria alkoholowej transcendencji, niebieskie od tytoniowego dymu oszołomienie po pierwszej setce z porterowym dopalaczem.


Anegdoty

- Z tego co wiemy, pracował przed wojną w cyrku Braci Staniewskich. Może po tym okresie zostało mu dziwne przyzwyczajenie - połykał rozmaite przedmioty.


- Mój wujek często go operował - mówi Krzysztof, młody sopocianin.- Wyciągał mu z brzucha agrafki, sprężyny, żyletki czy widelce. Sam Parasolnik chwalił się, że ma autografy wszystkich sławnych trójmiejskich chirurgów z Kieturakisem włącznie.


Inną domeną Czesia Parasolnika było przebieranie się.

-Raz paradował po monciaku jako piękna dziewczyna z długimi warkoczami, obfitym biustem, w sukience w kwiaty i z... brodą. Innym razem był pierrotem, Cyganem, lodziarzem czy eleganckim panem w meloniku i surducie.

- Kiedyś przebrał się za piec kaflowy, a z tyłu wystawał mu popielnik - wspomina Foltyn. Takim uwieczniłem go na mojej rzeźbie.

-Innym razem dowiedział się, że po molu będzie spacerować delegacja wojskowych rosyjskich. Przebrał się cały na czerwono i obwiesił medalami. Myśleli, że to jakiś zasłużony generał.

- Kiedy obsługa Grand Hotelu zapraszała go na herbatkę - zawsze przychodził z dwiema torebkami mocno zużytej herbaty, zaparzał ją w podanym przez kelnera wrzątku, pił i potem wychodząc mówił, że w tym Grandzie to nawet porządnej herbaty nie mają...


-Miał nawet swój epizod filmowy - utrwalony jest w filmie, kiedy na plaży prowadzi pogawędkę z samym Kobielą.

http://www.youtube.com/watch?v=ezKwv-yeunM - od 7 minuty sekund 20 - zwracają uwagę buciki Pana Czesia .


Nowy Bedeker Sopocki – hasło Parasolnik

miedzy podanymi informacjami w latach 70-tych pisał o nim Wiech

Ten parasolnik to był starszy facet , któren w dawniejszym czasie zadawał szyku i budził sensacje strojem , przypinanem damskim popiersiem ,japońska parasolką ,sztywniakiem i czarna brodą . Parasolnik w swojem sztywniaku i żakiecie wygląda jak przedwojenny minister na emeryturze i nikt na niego nawet nie spojrzy.


Pogrzeb

Grabarz z sopockiego cmentarza, Mariusz Formela z Żukowa, pamięta pogrzeb Czesława Bulczyńskiego. - Nie ma co opowiadać - mówi. - Skromna trumna, przyszło może z 20 osób.

Jego bezimienny grób, bez tabliczki, z pochylonym krzyżem, jest na sopockim cmentarzu komunalnym w Sopocie, w strefie N3.


Pomnik stoi na Monciaku od 30.06.2001

”Obłoczek nadziei i kropla uśmiechu
pod parasolem uszytym ze snów „


Moje wspomnienie

4- 6 letni berbeć . Ja . Z Mamą na Monciaku . Nie zachowuję się ładnie , jak to dzieciak uparcie coś wykrzykuję , pewnie czegoś chcę by mi Mama kupiła . Podchodzi przebrany za Wikinga pan Czesio , z ogromną czarną brodą .

Skąd mogłem wiedzieć że to Wiking. Taki czarny z rogami to przecież diabeł.

- Jak nie będziesz grzeczny to cię zabiorę ze sobą . Mam piwnicę dla niegrzecznych dzieci .

Mama przytaknęła .

Parasolnik wziął mnie za rękę .

Ze strachu niemal narobiłem w spodnie .

Paradoks dzieciństwa – wszystkie dzieci go kochały , a ja następne lata bardzo Parasolnika się bałem . A przecież pan Czesio to był anioł , niemal mu było widać skrzydła ………..

Ciekawe za co przebiera się teraz w Niebie ?
 
 
rychu40 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 09 Maj 2008
Posty: 464
Skąd: Oliwa
Wysłany: 2010-07-25, 00:10   

lestat napisał/a:
Życiorys
Czesław Bulczyński, zwany Parasolnikiem urodzony ...

Piękny esej. Gratuluję. Skąd u mnie te skojarzenia z miejscem zamieszkania Parasolnika.
Otóż naprzeciwko wylotu ul. Bitwy Pod Płowcami w końcu lat 40 lub na początku 50 - tych stał sobie Czesiu, i koło niego zbiegowisko dzieciaków i dorosłych. Całą twarz miał pociętą tak jak by brzytwą ponacinać skórę w cętki. Wieść się szybko rozeszła i wszyscy się zbiegli oglądać pokrwawionego Czesia. Wszystkim mówił że to żona go tak urządziła. Myślałem że tam mieszkał. W domu na ul. Na Wydmach którego też już nie ma, widywałem go często idąc na plażę. Moi rodzice od 1945 trzykrotnie zmieniali miejsce zamieszkania w Sopocie więc może Parasolnik również. Natomiast mojej mamie naprawił parasol w końcu lat 40. Na plaży można było czasami podziwiać blizny w okolicy żołądka po tych wszystkich połkniętych i wyjętych operacyjnie metalowych przedmiotach o których wspominasz. Sopot Parasolnika i Pitera vel Petera Konfederata czy Canady to moja młodość. Ciekawe czy ten teraźniejszy Sopot, prawie Europa, dorobi się takich niebanalnych postaci.
 
 
didid 

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 21 Wrz 2008
Posty: 53
Skąd: -----
Wysłany: 2010-07-25, 17:07   

felieton filmowy "Portret Człowieka na Głównej Ulicy" z roku 1990
realizacja: Jerzy Afanasjew
http://vimeo.com/7860178
 
 
rychu40 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 09 Maj 2008
Posty: 464
Skąd: Oliwa
Wysłany: 2010-07-25, 20:00   

didid napisał/a:
felieton filmowy "Portret Człowieka na Głównej Ulicy" ...

W 1992 był pogrzeb Parasolnika. Niestety, tak jak już wcześniej pisałem, od tej dekady lat 90 - dziesiątych mamy w Sopocie coraz więcej kloszardów, żebraków i zwykłych wyłudzaczy drobnych datków np. na parkingach. Kurort przyciąga margines ludzki. Ale oprócz takich obrazków jak na tym filmie i wielu również innych, podobnych, niebanalne postacie Parasolnika, zwariowanego Konfederata też czasami nieobliczalnego, lub Canady, niezłego gawędziarza, to trudno ich porównywać do krańcowego marginesu.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Partnerzy WFG

ibedeker.pl